środa, 3 września 2014

Paryż - wymarzone urodziny pod wieżą Eiffla



Paryż to najpiękniejsze miasto jakie widziałam. Dla mnie Paryż jest miastem tysiąca naj. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i ciągle je kocham z całego serca, sił, duszy, a w głowie kłębią się cudowne wspomnienia. Na razie Paryża z piedestału nic nie jest w stanie strącić.


Bilet lotniczy, autobus, hotel
Bilet lotniczy zarezerwowałam u przewoźnika Wizzair. Z lotniska Paryż Beauvais do Porte Maillot jechałam autobusem. Transport zajmuję ponad godzinę. Jest bardzo dobrze zorganizowany. Przejazd kosztował mnie 16 Eur za 1 osobę dorosłą w jedną stronę. Bilety można kupić online, w automacie na zewnątrz lotniska lub w Porte Maillot.   Bilety kupiłam już w Polsce i zapłaciłam przelewem korzystając ze strony 
Nocleg zarezerwowałam w hotelu Amelie, który znajduje się w 7 dzielnicy. Od początku planowania wyjazdu założyłam, że wolę dać więcej za hotel, bo nie będę korzystać z metra, którego osobiście nie cierpię. Ja zwiedzam miasto na swoich własnych nogach. To właśnie wtedy mogę je dokładnie poznać, odkryć coś ciekawego, poznać kogoś ciekawego lub po prostu sobie patrzeć, podziwiać okolice. Na ceny biletów za przejazd metrem nawet nie patrzyłam. Chciałam hotel tak zlokalizowany, abym miała w miarę blisko do najważniejszych punktów miasta.  I znów miałam niesamowite szczęście, bo akurat na booking.com była promocja na hotel Amelie (cenowo teraz jest niestety o wiele gorzej), który okazał się strzałem w dziesiątkę. Schludny, skromny, czysty, uroczy, ze świetną lokalizacją i "rzut kamieniem" od wieży Eiffla.
Z mapą w ręku, plecakiem na plecach i w wygodnych butach  ruszyłam ...


Łuk Triumfalny
Z Porte Maillot, miejsca gdzie zatrzymuje się autobus z lotniska pieszo wyruszyłam do hotelu po drodze mijając Łuk Triumfalny.




Wieża Eiffla
Chyba piękniejszego prezentu nie mogłam sobie wymarzyć! Urodziny pod wieżą Eiffla z kieliszkiem francuskiego wina. Nie potrafię opisać swojego zachwytu nad wieżą. Sama zadawałam sobie pytanie: "Jak może mnie zachwycać  taka kupa złomu?". Naprawdę takie pytanie sobie zadałam :) Ale zachwycała! Urzekła mnie na 100%! Oświetlona nocą totalnie zawładnęła mną. Byłam przeszczęśliwa. To na Polach Marsowych spotykały się setki osób, było gwarno, mnóstwo ludzi leżało na kocach i rozmawiało, robiło sobie zdjęcia, jadło kolację, piło szampana, wino. Jedyne co mi się nie podobało, to sprzedawcy podchodzący co minutę z winem, szampanem, jakimś świecącym cudem, itp. Wejście piesze na wieżę na 1 i 2 piętro w cenie 5 Eur od osoby dorosłej. Straszne kolejki, bo ochrona dokładnie sprawdza plecaki,torebki, czy ktoś nie wnosi butelek, noży, itp. Ja wchodziłam nocą. Dlaczego wchodziłam, a nie wjeżdżałam windą, choć tak też można? Winda + metro = zło :)




Luwr
Wejście do Luwru kosztowało mnie 12 Eur. Przed głównym wejściem do Luwru straszne kolejki, ciągnące się dosłownie kilometrami, ale wcześniej szukając informacji o tym muzeum natrafiłam na wzmiankę, że wejść można także pod piramidą i to właśnie tam bez kolejek, problemów udało mi się dostać do kasy, a potem już na podziwianie Mona Lisy. Co koniecznie trzeba zobaczyć? Mona Lisę, która ma ochronę niczym prezydent USA i przy której kłębią się Japończycy, co sekundę strzelając zdjęcia, a ta za kuloodporną szybą podśmiechuje się tylko, Wenus z Milo, a także przepiękną salę Napoleona.




Most zakochanych
Ach, te kłódeczki.



Katedra Noter Dame i bazylika Sacre Coeur
Paryskie kościoły mają to do siebie, że na zewnątrz robią niesamowite wrażenie, jednak wewnątrz oprócz ławek, krzeseł, z jednego obrazu i paru świeczek nie ma nic. Nie są takie "bogate" jak kościoły w Polsce.




Ogrody Luksemburskie
Miejsce odpoczynku. Oaza spokoju. Ogrom kwiatów. Pełno ludzi odpoczywających na krzesłach, leżakach. Grają w karty, czytają, jedzą lunch. Zdecydowanie spokojniej i ciszej niż na Polach Marsowych.


 


Moulin Rouge i Plac Pigalle
Trochę mnie zawiodło. Spodziewałam się czegoś większego na wielkim placu. Ciasno, przy ulicy, pełno samochodów i gdzie te kasztany?!



Pompidou
Oglądałam tylko z zewnątrz. Ciekawa infrastruktura - rurki, tunele, kolorowo.



Pere Lachaise
Najdalszy punkt na mojej mapie. Aby tam dotrzeć i wrócić do hotelu nabawiłam się odcisków i obtarć, i już prawie z metra skorzystać chciałam :) Miejsce spoczynku m.in. Fryderyka Chopina i Jima Morrisona.




Jedzenie i pamiątki
Paryż okazał się dla mnie cenowym horrorem jeśli chodzi o jedzenie w restauracjach.  Powiem wprost - za drogo, zdecydowanie za drogo. Ratunkiem dla mojego żołądka okazały się markety, w których kupowałam gotowe sałatki, jogurty, wodę, sery pleśniowe i wino (dwa ostatnie akurat wychodziły tanio), a także lokalne piekarnie ze świeżymi bagietkami i rogalikami. Nie jadłam ślimaków, żab, zupy cebulowej. Nie jestem fanką kuchni francuskiej, a ceny dodatkowo mnie od niej oddaliły.


Najczęściej kupowana pamiątka (za pewne i tak made in China) to  kopia wieży Eiffla. Od koloru do wyboru - dosłownie. Małe, duże, różowe, złote, jako figurki do postawienia na półce, jako breloczki.


7 dzielnica


To tutaj jest wieża Eiffla. Tutaj też zdecydowałam się na hotel, bo miałam blisko do najważniejszych punktów zwiedzania. Zadbana, bogata. Raczej sklepy markowe, tzw. wyższa półka, dużo kawiarni i restauracji. Parę marketów, piekarnie. W 7 dzielnicy czułam się bezpiecznie.







Paryż jest niesamowitym miastem. Weekendowe zwiedzanie to stanowczo za mało. Mogłabym tam mieszkać. Paryż jest dla mnie równoważnią. Odpowiednią mieszanką starości i nowości, kolorów, ludzi, zieleni i szarości. Nie potrafię w słowach powiedzieć, napisać co na mnie wywarło tak wielkie wrażenie, nie potrafię powiedzieć za co je kocham, bo to miłość prawdziwa, a nie kocha się za coś, po prostu się kocha.

Magnes z Paryża

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz