niedziela, 5 października 2014

Rzym

Rzym - stolica Włoch, którą nie od razu zbudowano, Wieczne Miasto, do którego wszystkie drogi prowadzą. To tutaj gladiatorzy walczyli ku uciesze cesarza, to tutaj św. Piotr pytał: "Quo vadis, Domine?" i tutaj wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa. 


Magnes z podróży do Rzymu

Dzień 1
Z Polski wylatywałam wtedy, kiedy władzę posiadł orkan Ksawery. Przewoźnik jednak się nie poddał i udało nam się do Rzymu szczęśliwie i bez opóźnień dolecieć. 




Wylądowałam na lotnisku Ciampino w grudniowy poranek przywitana słońcem i 20 stopniowym ciepłem. Z lotniska udaliśmy się autobusem do centrum Rzymu, a konkretniej do dworca Termini. Problemu z transferem nie ma żadnego. Jest duży wybór przewoźników. Ja skorzystałam z Bus Shuttle S.I.T. (http://www.sitbusshuttle.com/en/) i zapłaciłam za bilet do Rzymu 4,00 Eur/osoba, a z Rzymu 6,00 Eur/osoba. Nie kupiłam biletu od razu w dwie strony, bo nie byłam do końca pewna czy będę wracać z tym samym przewoźnikiem, czy z innym, bo jak wspomniałam wybór był dość duży. Z S.I.T. byłam bardzo zadowolona. 
Hotel, wbrew powszechnym opinią jak to źle, niebezpiecznie i nieciekawie jest, wybrałam niedaleko Termini i uważam, że to był dobry wybór. Nie żałuję. Po zameldowaniu się w Hotelu Ginevra  od razu ruszyłam na podbój miasta, a że miałam blisko do Koloseum to właśnie ono było moim celem numer jeden na liście. Obfotografowałam je chyba  z każdej strony. Kiedy widzisz je z oddali masz wrażenie jakby było fototapetą wklejoną we współczesne miasto. Z bliska jednak trzeba pochylić czoło przed historią i architekturą. Kiedy pomyśli się, że ginęli tam ludzie, rysowała się przyszłość ludzkości, zbudowano je tyle lat temu i bez pomocy komputerów, dźwigów, poczuje się szacunek i uznanie dla naszych przodków i okresu, w którym przyszło im żyć. 








Maszeruję dalej i mijam Łuk Konstantyna Wielkiego niestety w objęciach rusztowań.



I docieram do Forum Romanum - najstarszego placu miejskiego w Rzymie.



Dalej udałam się zobaczyć Ołtarz Ojczyzny po drodze mijając takie widoki:







Ołtarz Ojczyzny na Placu Weneckim - biała, marmurowa, potężna budowla jest pomnikiem króla Wiktora Emanuela II i Grobem Nieznanego Żołnierza. Na schodach nie wolno siadać. Ochrona bardzo tego przestrzega.




Kolejny cel na mojej liście to Fontanna di Trevi chyba najbardziej znana  na świecie fontanna. Rozsławiona dzięki filmowi "Słodkie życie" i słynnej scenie kąpieli w owej fontannie przez Sylvię (grała ją Anita Ekberg). Do fontanny należy wrzucić monetę do tyłu przez ramię. Ma nam to zapewnić gwarancję powrotu do Rzymu. Uwierzcie, że wrócić tam bym bardzo chciała. Sama fontanna to architektoniczny majstersztyk - piękne rzeźbienia, po których spokojnie i cicho spływa woda. Można by się jej przyglądać godzinami i nawet tłok, gwar nie przeszkadza w skupieniu. Hipnotyzuje. 



Parę kroku dalej są Schody Hiszpańskie z Fontanną Barcaccia. To chyba najbardziej zatłoczone miejsce w mieście. Każdy chciał przejść się po słynnych schodach i chociażby na minutkę usiąść na 1 ze 138 schodów. 






Dzień 2
Zaczęłam zwiedzanie od Piazza Navona ze słynną Fontanną Czterech Rzek. Miejsce, które wielbiciele Dana Brawna znają na pewno i koniecznie powinni zobaczyć nie tylko ze względu na powieść, ale także ze względu na sztukę, historię. Kiedy ja byłam na placu odbywał się jarmark. Można było popróbować smakołyków, czy kupić pamiątkę. Piazza Navona to także Fontanna del Moro, Fontanna Neptuna i obelisk egipski. 







Z Piazza Navona już prosta droga do Panteonu - miejsca poświęconego wszystkim bogom. Dziś to kościół katolicki pw. Najświętszej Marii Panny od Męczenników. Panteon to także największa budowla kopułowa na świecie.







Resztę dnia spędziłam w Watykanie (o tym będzie osobny wpis). Po drodze do najmniejszego państwa świata zwróciłam uwagę na Zamek św. Anioła, a także na ciekawe elewacje kamienic i fontanienki, z których można pić wodę. W Rzymie jest ich ponad 2500. Mają swój urok. 










Dzień 3
Wsiadłam w naziemną część metra i pojechałam nad Morze Tyrreńskie do Ostii. Wyjeżdżałam ze stacji Piramide w Rzymie do stacji końcowej Cristofor Colombo. Jeszcze chyba nigdy nie jechałam w takim hałasie! Każdy przekrzykiwał się z każdym. Ból głowy zagwarantowany, a to wszystko za jedyne 1,50 Eur od osoby w jedną stronę :-) Ostia - miasto w grudniu wymarłe. Dosłownie parę osób biegało, kilka z psem spacerowało. Wokół cisza, spokój, nawet listko nie drgnęło. Pogoda była wymarzona, jak u nas w najlepsze majowe dni. Pięknie świecące słońce i szumiące morze zapraszało do spacerów po plaży, ale właśnie tutaj napotkałam problem. Nigdzie nie mogłam znaleźć wejścia na plażę! Wszędzie ośrodki z powykupowaną częścią plaży, same płoty i bramy. W końcu po jakimś 2 km spacerze udało mi się znaleźć wejście. Sama plaża jednak zaniedbana. Dawno po sezonie, a pełno śmieci (opakowania po jedzeniu, części letniej garderoby, połamane leżaki). Chociaż dla widoku samego morza i tej panującej ciszy naprawdę warto było. 






Podsumowując wypad do Rzymu uważam za rewelacyjną przygodę. Spotkałam się z życzliwymi, aczkolwiek bardzo hałaśliwymi mieszkańcami wiecznego miasta. Uzbroiłam się w cierpliwość, bo nie zawsze Włochom chce się lecieć szybko do kasy, aby już sprzedać bilet na autobus :) Spróbowałam pyszną pizzę i makaron, a także najlepsze cappuccino pod słońcem. Poznałam włoską zasadę, że przejście do pieszych i zielone światło nie zawsze oznacza, że masz pierwszeństwo - w końcu auto jest szybsze i większe, i ma klakson :) Miasto przepiękne, magiczne, zachwyci historią, architekturą. Zdecydowanie jest tam co zobaczyć, zwiedzić, gdzie zjeść, w grudniu złapać słoneczne promienie, ale ma też drugą stronę medalu, mianowicie jest bardzo zniszczone i zaśmiecone. Czy drogie? Tanie na pewno nie, ale najdroższe też nie (polecam market spożywczy Emme Piu). Według mnie dużo tańsze niż Paryż. Najpiękniejsze wieczorem, kiedy rozświetlone jest Koloseum i Fontanna di Trevi - dla mnie najpiękniejszy element miasta.



3 komentarze:

  1. W jakim miesiącu byłaś w Rzymie? Wybieram się w listopadzie i zastanawiam się czy nie byłaś podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grudzień, a dokładnie od 7 do 10, ale pogoda jak marzenie! Naprawdę było bardzo słonecznie i ciepło. Przekonałam się, że ubrania bardziej wiosenne jak zimowe, ale Włosi to potrafili w futrach chodzić :) Warto pojechać do Rzymu. Będziesz zadowolona z wypadu na pewno :)

      Usuń