wtorek, 2 grudnia 2014

Nordkapp - wywiad

Wyprawa na Przylądek Północny, jako przygoda życia moich dwóch znajomych.

Posąg w krztałcie globusa na Przylądku Północnym


Jadwiga.Jot: Dlaczego Przylądek Północny?

Jan: Chcieliśmy zrobić coś szalonego, spontanicznego i egzotycznego, ale nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie chcieliśmy oglądać palm czy leżeć na białym piasku. 

Krzysztof: To miała być zupełnie inna wyprawa. Taka z plecakiem, własnym noclegiem na kółkach, bez wygody hoteli.

Droga na Przylądek Północny

Jadwiga.Jot: Właśnie, wybraliście się kamperem. Pozwoliło Wam to oszczędzić pieniądze i czas na poszukiwanie noclegów?

Jan: Tak. Kamper był świetnym rozwiązaniem. Mieliśmy wszystko pod ręką i nie musieliśmy się niczym martwić. Chcieliśmy jechać to jechaliśmy, spać to spaliśmy. Bardzo polecam taki środek transportu, zwłaszcza w tamte regiony. Drogi są bardzo dobre. My napotkaliśmy trochę robót drogowych, ale dało się przeżyć. Wszystko super oznakowane.

Krzysztof: Problemów z parkowaniem też nie było. Wcześniej poszukaliśmy w Internecie informacji, gdzie są kempingi, gdzie można zatrzymać się i zaparkować oraz przenocować. Tylko raz dostaliśmy mandat, ale to nawet nie podczas nocowania, a zwiedzania miasta, bo parkować można było tylko w wyznaczonych godzinach po danej stronie ulicy, a my troszkę ten czas przeholowaliśmy.

Skały, skały, mgła, zero drzew, motel i jeden TIR

Jadwiga.Jot: Co sprawiło Wam największy kłopot?

Krzysztof: Pogoda! Pomimo że jechaliśmy naprawdę przygotowani i nie oczekiwaliśmy nawet ciepła, ale było tak bardzo zimno (czerwiec), że musieliśmy dokupić czapki, które teraz stanowią fajną pamiątkę. I wieczna mgła, deszcz.

Jan:  I kamper, który tak wychwalaliśmy, a on się zbuntował i zepsuł (śmiech). Jego naprawa trochę nas wybiła z rytmu i trochę też kosztowała, a sami mechanicy nie spieszyli się z naprawą w ogóle! Ich ulubione słowa to: "spokojnie, zrobi się." Ale i tak polecam podróż kamperem.

Jadwiga.Jot: Co było najpiękniejsze, najlepsze z całej wyprawy?

Jan: Widoki! Potęga, surowość natury! 

Krzysztof: Tam rzeka ma naprawdę granatowy kolor, skały są aż czarne, wieczna mgła i gdzieś pośród tego  wszystkiego przy drodze maszeruje reniferek (śmiech).

Rzeka Torne

Renifer na spacerze :-)

Jan: Tunel Nordkapp, który łączy kontynentalną Norwegię z wyspą Mageroya, na której jest Przylądek Północny. Ma on długość 6870 metrów i jest 212 metrów p.p.m.

Krzysztof: Jeszcze miasta: Sztokholm, Alta i zwłaszcza Rovaniemi. I kolejny przypadek złośliwości rzeczy martwych - aparat odmówił posłuszeństwa i zdjęć ze Sztokholmu nie mamy. Ogólnie wszystko lubiło nam się na tej wyprawie psuć, ale choć ubożsi w sprzęt i pieniądze na naprawę, to na pewno wróciliśmy bogatsi w doświadczenia.



Rovaniemi

Rovaniemi

Jadwiga.Jot: Ulubiony temat - pieniądze - ile Was to kosztowało?

Krzysztof: Nie mamy dokładnie policzonych kosztów, ale sam prom Gdynia - Karlskrona to prawie 2000,00 zł w dwie strony (kupione na promocji). Paliwo, które w Skandynawii jest dość drogie, ponad 7,00 zł za litr, a kilometrów jednak zrobiliśmy dużo, bo ponad 6000. Raz korzystaliśmy z motelu, ale to było w ramach ubezpieczenia, kiedy zepsuło nam się auto. Bilet do Centrum Turystycznego na Przylądku to 235,00 NOK za osobę. Prowiant zakupiliśmy w Polsce. Doliczyć by było trzeba obiad w Rovaniemi i oczywiście zakup czapek (śmiech).

Jadwiga.Jot: Warto było?

Jan: Tak! Świętego Mikołaja nie spotkaliśmy, ale zobaczyliśmy kraje, w których rządzi Matka Natura. Zwiedziliśmy Szwecję, Norwegię i Finlandię. Przeżyliśmy wspaniałą,  dwutygodniową przygodę.

Krzysztof: Kiedy stoisz obok posągu globusa wiesz, że tak niewiele cię dzieli od Bieguna Północnego, że to koniec Europy, kraniec świata - dodaje to niesamowitej energii i uczucia pełni szczęścia.



Sklep z pamiątkami i czapkami ;-)


Magnes ze Szwecji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz