piątek, 13 lutego 2015

Lazurowe Wybrzeże

Wspomnienie pierwszego, poważnego, dalekiego wyjazdu... Cannes, Nicea, Monaco 


Magnes Cannes

Magnes Nicea

Magnes Monaco

Wyjeżdżamy autobusem ze szkolnego parkingu. Zadowoleni, że dwa tygodnie spędzimy bez rodziców, biegniemy zajmować ostatnie miejsca w autobusie - wyższa ranga  w grupie, jeśli usiądzie się z tyłu. Macham mamie i tacie, i w drogę. Bardzo długą drogę - Lazurowe Wybrzeże. Mamy zwiedzać Cannes, Monte Carlo, Monaco, Niceę, także Wenecję. Jesteśmy podekscytowani, pozytywnie nakręceni, wyczekujemy wielkiej przygody. Ot, myśli szesnastolatków.

Austria przywitała nas przepięknym słońcem, którego promienie odbijały się blaskiem od ośnieżonych szczytów, a był to środek lata. Mała przerwa. Szybkie flesze aparatów, jeszcze nie cyfrowych, zdjęcia na tle gór i dalsza jazda. Fascynowały nas tunele. Bardzo długie, ciągnące się kilometrami. Całe mnóstwo tuneli wydrążonych w potężnych skałach. Coś czego w Polsce nie było.

W końcu dojeżdżamy. Popłoch: który namiot kogo, co do robienia w ośrodku, jest basen?! Kiedy w końcu zatargaliśmy torby do namiotów, wybraliśmy komory do spania, dopadło mnie coś, co nasz opiekun nazwał syndromem "blondynki w gorączce :-)". Po prostu źle zniosłam nagłą zmianę temperatury. Było mi za duszno i potrzebowałam zaaklimatyzować się. Woda, cień i wróciłam do siebie. Ośrodek był  bardzo ładny. Pełno kwiatów, zieleni, basen, dyskoteka - to wtedy było najważniejsze. Gdzie się znajdował? Nie mam pojęcie. Nie pamiętam. Gdzieś niedaleko Cannes.

Gorąco, słonecznie, leniwie. Basen, plaża, morze, spacery, imprezy, obrywanie winogron z winorośli rosnących na płotach francuskich posiadłości, kłótnie, z których teraz każdy by się śmiał, a wtedy były końcem świata. Pierwsze zachwyty: Monte Carlo, mariny z jachtami, odciski dłoni gwiazd w Cannes.

Lazurowe Wybrzeże to moja pierwsza, większa wyprawa. Smakowania życia na Riwierze Francuskiej. Czego z owej podróży nie zapomnę nigdy? Są takie trzy wspomnienia ...

1. Smaku francuskich rogalików i bułek maślanych, bo w przypadku wizji: jedziemy  próbować smakołyków kuchni francuskiej doszło do zderzenia wyobraźni z rzeczywistością i zamiast żabich udek, ślimaków mieliśmy kuchnie polową z kapuśniakiem, ogonową i fasolką po bretońsku. Wyobraźnia kontra rzeczywistość 1:0 ;-), ale smak i zapach francuskiego pieczywa na śniadanie czuję do dziś.
2. Pobytu w winnicy. Hektarów pól z winoroślami. Dojazdu tam krętymi drogami, podjazdów, zjazdów, górek, urwisk, a dla osoby z chorobą lokomocyjną to nie lada wyzwanie. Ale przede wszystkim nie zapomnę  widoku, kiedy błękit nieba, szarość skał miesza się z intensywną zielenią winorośli. Sielanka! I ta cisza ...
3. Cannes, ale nie zachwyt nad przepychem, bogactwem w postaci hoteli, sklepów, jachtów, Ferrari na co drugim miejscu parkingowym, a pokazem fajerwerków. Cudo! Jak żyję to czegoś tak zniewalającego nie widziałam. Siedzisz na kamienistej plaży wpatrzona w granat morza i nocne niebo, kiedy nagle wszystko rozbłyska tysiącem sztucznych ogni, które tańczą po niebie tworząc kolorowe kwiaty, palmy, zwierzęta. BAJKA!


Cannes

Cannes

Nicea

Nicea
Nicea
Prawda jest taka, że inaczej człowiek postrzega i zachwyca się światem mając 15 lat, a inaczej mając ich 30.  Bardziej interesowało  nas w co się ubrać na dyskotekę, czy opalanie niż zwiedzanie. Pamiętam jednak, że byliśmy w perfumerii i oglądaliśmy produkcję sztampowych zapachów Francji, a już każdemu bym poleciła ogromny, stylizowany na pirackie klimaty aquapark i wyżej wspomnianą winnicę. Nie sposób też nie zauważyć pięknego hotelu Le Negresco, ogromnego kasyna w Monte Carlo, pod którym stały same porsche i ferrari, i samego pałacu rodziny Grimaldich.

Pamiętam spacer brzegiem morza i kamienistą plażę w Cannes. Mały odcisk dłoni Sharon Stone, do którego wszystkie dziewczyny przymierzały swoje dłonie. W Nicei multimedialną fontannę mieniącą się kolorami w rytm muzyki. W Monaco przystań jachtową. Pamiętam lazur wody, dźwięk cykad, bez którego ciężko mi było zasnąć po powrocie, ogromne szyszki, które "bombardowały" nasze namioty i tę radość, poczucie szczęścia i spełnienia, jakie nam wtedy towarzyszyło.

Wenecja - miasto, które stało się dla mnie początkiem zagranicznych podróży w życiu. Wyznacznikiem zbierania magnesów. Wenecja była pierwszym z nich. Ma specjalne miejsce w moim sercu i na blogu będzie opisana osobno, właśnie od serca.

Monaco

Monte Carlo
Monaco
W czasie wycieczki do La Napoule spacerowaliśmy brzegiem morza tuż przy zamku z kamienia, kiedy zauważyłam wychodzącego z groty mężczyznę. Wysoki, zarośnięty w podartych rybaczkach. Do dziś zastanawiam się, jaka była jego historia. Żebrak, bezdomny, podróżnik zmęczony przygodami, życiem, a może żeglarz ... Przeszedł. Skórę miał spaloną słońcem, potargane włosy, był potężny, ale zarazem taki kruchy. Może to prawdziwy Robinson Crusoe, ale nie na bezludnej wyspie, a po prostu żyjący w odosobnieniu lub niezauważany przez innych. Kiedy przeglądam inne podróżnicze blogi widzę ogrom zdjęć ludzkich twarzy. Ja mam takie zdjęcie wyryte w głowie na zawsze...

Powrót. Opaleni, rozluźnieni, ze wspomnieniami, szyszkami, drobnymi pamiątkami. Pierwsza wyprawa zakończona.






PS Zdjęcia pochodzą z albumu przyjaciół, bo własnych zdjęć mam niewiele i tylko w formie papierowej, nie cyfrowej :-)

4 komentarze:

  1. Lazurowe Wybrzeże to moje marzenie, które mam nadzieję spełnić w marcu 2017 r.
    Już nie mogę się doczekać.
    Piękne są Twoje zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) super, życzę Ci udanego wypoczynku :)

      Usuń
  2. Fajny wpis:) przypomniał mi się własna wyprawa do Monaco. Jedno sprostowanie: rodzina panująca w Monaco to ród Grimaldich, a Rainier to nieżyjący już ojciec obecnego władcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za sprostowanie, człowiek się całe życie uczy :)

      Usuń