sobota, 4 kwietnia 2015

Egipt - Sharm el Sheikh - marzenia kontra rzeczywistość

"Najpiękniejsze są nasze marzenia, kolorowy bajkowy świat. Najpiękniejsze jest to czego nie ma, o czym myślisz i tęsknisz od lat. Gdy doczekasz się marzeń spełnienia już nie będą tak piękne jak we śnie. Najpiękniejsze jest to czego nie ma, co dopiero spełni się...".


O Egipcie marzyłam, odkąd sięgam pamięcią. Piasek, pustynia, piramidy, wielbłądy, palmy w oazach... Przyznam szczerze, że odkładałam spełnienie tego marzenia ciągle na później. Bałam się zderzenia wyobraźni z rzeczywistością. W końcu doszłam jednak do wniosku, że będzie co ma być i zdecydowałam się na wyjazd. Potrzebowałam lata w zimie i dostałam je. Było bardzo gorąco. Dwa dni dosłownie upalne po blisko 40 stopni C. Miałam palmy, piękny widok na morze, przecudną rafę koralową, ale pech mnie nie mógł oczywiście opuścić i choć jadąc tam wiedziałam, że o piramidach i tak muszę zapomnieć, chciałam chociaż pustynię zobaczyć, a przede wszystkim, skoro to Synaj, to Górę Mojżesza i klasztor św. Katarzyny z Kolorowym Kanionem, a tu politycy postanowili urządzić sobie konferencję i wybrać w tym celu Sharm el Sheikh, ba, nawet osiedlili się w hotelu obok. I tak odwołane zostały wyjazdy w ww. miejsca i pozostało mi rafy podziwianie, opalanie się i na szczęście Ziemia Święta, bo przyznam szczerze, że wybrałam Sharm el Sheikh też z tego względu na to, że mogłam się stąd od razu na pielgrzymkę do Jerozolimy i Betlejem udać.



Zemsta faraona, pani faraonowej i plagi egipskie na moim ciele i duszy

Jadłam i piłam wszystko, racząc się kieliszeczkiem Jagermaistera z rana i wieczora. Rączki myłam dokładnie, do mycia zębów używałam wody butelkowanej i choć sama zemsta w Egipcie mnie nie dopadła - mój organizm postanowił się oczyścić po powrocie na ojczyzny łono ;-), Co dopadło mnie, sama nie wiem, zemsta albo inne plagi. W czasie powrotu znad Morza Martwego (oczywiście musiałam napić się trochę wody z akwenu, bo przecież wszyscy potrafili uleżeć na wodzie spokojnie, tylko nie ja), zaczął mnie boleć żołądek i głowa naprawdę mocno, od zmian ciśnienia bolało ucho, czułam się bardzo słaba i było mi zimno. Miałam objawy podobne do grypy, czyli łamanie  w kościach i ból mięśni. Na szczęście drogę powrotną przespałam, dotarłam do hotelu, wypiłam gorącą herbatę i zasnęłam, a rano czułam się jakby mnie ktoś walcem przejechał. Ciągle ten ból mięśni i kości. Bolała mnie nawet skóra! Byłam tak słaba, że przy wejściu po trzech schodach miałam większe zmęczenie i wysiłek niż himalaiści na Mount Everest. Nie mogłam jeść. Byłam głodna, ale nie mogłam przełknąć pokarmu. Suchą bułkę jadłam UWAGA przez godzinę! Ten stan utrzymał się do wieczora. Pomogła mi trochę miseczka zupy marchewkowej (dzięki wam kucharze za te zupkę na obiadek). Nie wiem, co to było, ale przetrwałam  i jestem o jakąś egipską zarazę do przodu :-)


Hotel

Wybór padł na AA Grand Oasis i swojego wyboru nie żałuję. Hotel ładny, zadbany, czysty, blisko centrum rozrywkowo - handlowego Soho. Duże baseny, rozległy ogród z kwiatami, palmami, po którym można spacerować i spacerować, a już przeurocze były takie ronda z mini palmą na środku.  Dodatkowe restauracje, z których mogłam korzystać raz na pobyt z każdej (polecam najbardziej włoską), rafa koralowa, ciekawa kaskadowa plaża, nienachalna obsługa (będę bardzo dobrze wspominać Mostafę i Mohameda z plaży oraz Mostafę z restauracji), bardzo dobre posiłki i tutaj czas na refleksję: ja naprawdę nie wiem, co ludzie w domach jedzą, że narzekają, same golonki z kapustą, czy homary krewetkami przygryzają?? Ja uważam, że wybór był, było smacznie, było orientalnie, było też po europejsku, a już w ogóle nie rozumiem tych tworzących się kolejek, bo ja jakoś szłam późno i się najadłam. Po prostu czasami ludzie z igły robią widły. Do hotelu prowadzi też najpiękniejsza droga palmowa, jaką w życiu widziałam. Przez wspomnianą konferencję całe Sharm było naszpikowane ochroną, policją, a nawet wojskiem. Na początku mnie to trochę przerażało (panowie z karabinami w kamizelkach kuloodpornych), ale potem już się przyzwyczaiłam i czułam bezpiecznie.









Żeby tak słodko nie było to minusy: jakoś tak zawsze bywa, że obsługa im niższego szczebla, tym milsza i pomocniejsza, a panowie na recepcji zamiast skupić się na pracy, to wzięli się za podrywanie nastolatek i potem chociaż tysiąc razy coś im się mówiło, to okazywało się inaczej. Historia lunchboxów na wyjazd do Izraela. Zamawiamy w piątek po południu na sobotni wieczór, odbierzemy je przed wyjazdem, upewniamy się, że zrozumieli, pokazują nawet karteczkę, zapisane. Idziemy, chcemy odebrać i okazuje się, że były zrobione, ale na ... piątkowy wieczór, czyli na wczoraj!





Plaża

Żwirowo - kamienista, kaskadowa, drewniane parasole i baldachimy, nadające romantyczny charakter. Piękny widok na wyspę Tiran i bezkresne wody Morza Czerwonego z przezroczystą wodą, cudną rafą.  Patrzenie w horyzont zawsze mnie uspokajało, relaksowało, wyciszało. Szkoda, że plaża taka krótka, że nie można po niej spacerować bez końca jak np. nad Bałtykiem. Brakowało mi też piasku pod stopami.




Sharm el Sheikh tak naprawdę jest bardziej rosyjskie, jak egipskie. Klimat trochę ratował Old Market, meczet i  kościół koptyjski. Osobiście trochę mi to przeszkadzało, bo gdybym chciała Rosję, to  pojechałabym do Rosji. Miło, kiedy mówią w twoim języku, kiedy znają twój kraj, ale ja jechałam tam, aby poznać chociaż namiastkę Egiptu, a tu muzyka rosyjska, napisy rosyjskie, jeszcze tylko Putina na tej konferencji brakowało. Fajne były kąciki z sziszą. Same centra handlowo - rozrywkowe kiczowate. Widok na góry Synaju zapierał dech w piersi. Nie mogę po prostu odżałować, że nie dane mi było pomaszerować wśród nich, czy nawet poszaleć na quadach :-( Ogólnie do Egiptu jeszcze wrócę, pomimo małego rozczarowania. Muszę zobaczyć Kair i piramidy, ale czy ponownie wybiorę Sharm el Sheikh - nie wiem - pewnie wybiorę inne miejsce wypadowe. Choć przyznaję, rafa koralowa uratowała to miasto.




Zapowiedzi postów:
- Rafa koralowa w Sharm el Sheikh
- Soho, Old Market, Hollywood, Naama Bay
- Ziemia Święta
- Morze Martwe



6 komentarzy:

  1. super relacja, czekam na więcej i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba. Będzie więcej :)

      Usuń
  2. Ciekawy opis wyjazdu,też podróżuję z Rainbow Tours,a do Jerozolimy i Betlejem pojechaliśmy odpoczywając w Tabie,jest trochę bliżej.Do Petry "żabi" skok i na kładach można pojeździć w pięknym kanionie.W sumie to od dłuższego czasu tu zaglądam bo fajny blog,a mognesy też pojawiają się u mnie z każdego wyjazdu.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Staram się pisać dość obiektywnie nie tylko w ochach i achach ;-) Faktycznie z Taby już bliżej. Quadów i Kanionu Kolorowego to ja chyba do końca życia nie odżałuję :-(

      Usuń
  3. Byłam w tym hotelu w lipcu 2014- najgorszy wybór hotelu i nie polecę nikomu-tragedia.
    Jacy inni turysci byli z wami- z jakich krajów?
    pozdr:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polacy, Włosi, Rosjanie i arabskiego pochodzenia. Z hotelem to jak z wyborem męża, jednym się podoba blondyn niski, drugim brunet wysoki :D Ja akurat powiem szczerze byłam zadowolona i tylko mnie recepcja wkurzała, i ja bym hotel poleciła. Może wpływ miał okres, w którym byłyśmy, bo jednak marzec i to jeszcze w czasie konferencji, a lipiec, pełnia sezonu, ma znaczenie. Pozdrawiam :)

      Usuń