środa, 8 lipca 2015

Trójmiasto

Weekend listopadowy. Zapowiadają nawet dość ładną pogodę, ba, nawet słońce. Bez większego zastanowienia wsiadamy do auta i jedziemy nad morze. Bezwzględny do zwiedzenia punkt na mapie - Trójmiasto.

Magnes Gdańsk
W Gdańsku jesteśmy o 9 rano. Zaparkowaliśmy na ulicy Lastradia i jedynym słusznym do zwiedzania miasta środkiem lokomocji, a więc pieszo, ruszamy na Stary Rynek.  Zimno jak diabli, ale ja uparciuch numer jeden na świecie twierdzę, że ta kurtka jest ciepła i dam radę Gdańsk bez problemu zwiedzić. Po jakimś 1,5 km spacerze, gdzie rękawy kurtki wydłużyłam o 10 cm dotarliśmy pod Fontannę Neptuna. Trzasnęłam fotkę i stwierdziłam, że jednak zimno, a ja wśród ludzi poubieranych w szale, czapki i futerkowe kurtki wyglądam co najmniej śmiesznie. Marsz do auta po cieplejszą kurtkę, która oczywiście w walizce musi być na samym dnie. Zastanawiam się nad zmianą butów, ale to samo stwierdzenie co wyżej, przecież dam radę w wysokich koturnach Gdańsk zwiedzić. Dałam, ale obtarć miałam tyle, co Polska długu publicznego ;-)


Ubrana cieplej po raz drugi przemierzam trasę na Stary Rynek, gdzie podoba mi się każda kamienica, jej elewacja, kolor, każda uliczka, schody, rzeźbienia. Wszystko dla mnie jest piękne, niesamowite i stanowi element nadający miastu charakter. 














Będąc w Gdańsku nie sposób ominąć Żurawia i zaliczyć spacerek Długim Pobrzeżem.



To czarne po lewej to ów Żuraw.




Moje największe odkrycie Gdańska - ulica Mariacka. Malownicza to za mało powiedziane. Wąska uliczka prowadząca do Bazyliki Mariackiej powinna być chyba wpisana na listę najpiękniejszych uliczek. Ja chodziłam po niej w tę stronę i z powrotem, bo nie mogłam oczu nacieszyć. Wyobrażałam sobie, jak tu musiało być np. w Średniowieczu, gdzie spotykali się kupcy, handel kwitnął. Teraz głównie znajdują się tam pracownie jubilerskie sprzedające wyroby z bursztynu i najstarsza kamienica w Gdańsku oraz wspomniana bazylika.












Stwierdziliśmy, że pójdziemy zobaczyć do Centrum Hewelianum znajdującego się na Górze Gradowej, tam gdzie stoi Krzyż Milenijny. Ogólnie stwierdzam, że buty na wysokim koturnie do zwiedzania miasta się nie nadają, ale że wstyd mi było się przyznać, bo wcześniej uparcie twierdziłam, że jest ok to maszerowałam z zaciśniętymi zębami, a było co maszerować, bo do Hewelianum od Starego Rynku jest około 3 km, a trzeba było jeszcze wrócić! Jednak ogólnie Centrum bardzo polecam. Można tam zapoznać się interaktywnie z historią Gdańska od momentu jego powstania poprzez czasy Napoleona, wojen, Wolnego Miasta, aż do teraźniejszości. Teren choć otwarty i dostępny za darmo dla każdego bardzo czysty, zadbany. Myślę, że zarówno dorośli, jak i dzieci znajdą coś dla siebie. Ciekawy sposób za oswojenie się z historią, a z terenu Hewelianum rozciąga się przepiękny widok na panoramę miasta. Pogoda, a konkretniej mgła trochę podziwianie zepsuła, ale warto było pod górkę się w skrobać, żeby choć trochę widzieć Gdańsk w pełnej krasie. 



Właśnie w tych bunkrach opowiadana i pokazywana jest historia Gdańska w poszczególnych latach, okresach historycznych.






Krzyż Milenijny




Wracamy do samochodu mijając po drodze Dworzec Główny. W Gdańsku nawet budynek dworca przyciąga uwagę swoją architekturą. 


Po dotarciu do auta i zmianie tych przeklętych butów, które stały się tematem przewodnim całej wyprawy po Gdańsku, pojechaliśmy jeszcze na plażę Stogi.




Gdańsk lubi blogerów, a blogerzy lubią Gdańsk :-)



Gdynia za to przywitała nas przepięknym słońcem. Zaparkowaliśmy w pobliżu Skweru Kościuszki i ruszyliśmy w drogę - mądrzejsza o przypadek Gdańska w sportowym obuwiu :-) Na pierwszy rzut - marina.





Potem podziwianie okrętów i spacer po Skwerze Kościuszki. 




Nie byłabym logistykiem z krwi i kości, gdym nie męczyła i dręczyła o zawiezienie mnie do Portu Kontenerowego w Gdyni, bo to stąd odpływają "moje kontenerki", które na co dzień ładuję lub rozładowuję, ale zanim dobijemy do portu to idziemy na gdyńską plażę.




Sopot uwielbiam za piękne kamienice, wspaniałe molo, plaże, Monciak i  nawet nie będę narzekać na gorszą pogodę (ehh, ta mgła), czy tłum ludzi spacerujących po molo, bo może czują to samo, co ja - zakochali się w tym nadmorskim miasteczku. 





















Nie zgodzę się z opinią jaka często towarzyszy Sopotowi, że to miasto snobistyczne. Ja uwielbiam jego klimat. Zawsze spacerując ulicami Sopotu wprost rozpływam się w marzeniach i lekkiej zazdrości, że ludzie mieszkający tam mają to wszystko na co dzień. Też chciałabym zamieszkać w starej kamienicy z filarami, gdzieś blisko plaży, a najlepiej móc z werandy od razu na nią wyjść, słuchać szumu morza, obserwować latające po niebie mewy, godzinami spacerować aż do Orłowa... tak po prostu.

Magnes Sopot

4 komentarze:

  1. I proszę magnesik jest :) Gdańsk i Gdynia piękne, ale Sopot mój ulubiony :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie jest :) Ja tez najbardziej lubie Sopot i molo :)

    OdpowiedzUsuń