wtorek, 22 września 2015

Lwów

Lwów to dla mnie miasto kontrastów, gdzie z jednej strony zniszczone kamienice przykrywa blask przepięknej opery, gdzie w centrum miasta na środku ulicy babcinka z chustką na  głowie sprzedaje jajka, obok ktoś handluje ziemniakami, jakiś pan pcha wózek, a za rogiem w restauracji siedzi odstrzelona w markowe ciuchy rówieśniczka owej babcinki. Przekraczając granice w Medyce w pewnym sensie wkracza się do innego  świata, gdzie wódkę pije się jak herbatę, bo pół litra kosztuje 7 zł, gdzie bloki przypominają nam PRL, a furmanki spotyka się całej trasie do Lwowa. Lwowa - miasta pięknego, zniszczonego, trochę zapomnianego przez ukraińskie władze...



... bo Ukraina ma to do siebie, że bogaty wschód woli Rosję, a zwłaszcza wolą ją oligarchowie z grubymi portfelami, a biedniejszy zachód chciałby do UE, ale droga daleka, chociażby ze względu na korupcję, bo chyba nigdzie indziej w biały dzień przed twoimi oczyma nikt nie wkłada 10 Euro do paszportu, żeby granicę przejść z jakimś niedozwolonym towarem, a celnik tylko zgarnia, co tam mu z paszportu wystaje do kieszeni i kiwa iść dalej.






Kolejki na granicy są ogromne. Celnicy zaglądają w podsufitkę, za tapicerkę, sprawdzają podwozie, każdą szczelinę. Autobusy mają trochę lżej, bo praktycznie zaglądają tylko do paszportów, zbierają je, stemplują, oddają, a na powrocie do Polski jeszcze zaglądają do plecaków, czy ktoś norm przewozowych nie nagiął, a normy na osobę to:
- papierosy 40 szt.
- alkohol >22% 1 litr lub <22% 2 litry
- wina niemusujące 4 litry
- piwa 16 litrów
- słodycze 2 kg

Ja na poznanie Lwowa wybrałam się z biurem podróży Bieszczader. Przewodniczka pani Teresa - Polka od lat mieszkająca we Lwowie, to złota osoba z ogromną wiedzą historyczną. Pięknie opowiada i z taką nutą tęsknoty, umiłowania. Można by jej słuchać i słuchać. Zwiedzanie zaczynamy od cmentarza Łyczakowskiego - najstarszej w Europie nekropolii (1786 r.), gdzie są groby Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Stefana Banacha. Tam też jest pochowana żona Jana Zeha, który razem z Ignacym Łukasiewiczem wynalazł naftę. Niestety o tym drugim mało wiemy, mało słychać, gdyż po tragicznej śmierci żony - zginęła w płomieniach nafty wraz ze swoją siostrą - wyjechał z Lwowa, nie udzielał się już w temacie i został trochę zapominamy. Ciekawy jest też pomnik jednego z księży, który zbliżając się do 80 lat życia stwierdził, że pewnie niedługo umrze i wymyślił sobie taki grób. w jakim chciałby być pochowany, a potem przez ponad 20 lat musiał go sam doglądać i dbać, bo umarł mając lat ponad 100.

Grób w/w księdza



Postacie dwóch młodych kobiet w płomieniach, to pomnik żony i szwagierki Zaha


Na Cmentarzu Łyczakowskim znajduje się też Cmentarz Orląt Lwowskich - młodych ludzi, którzy walczyli w obronie Lwowa w wojnie polsko - ukraińskiej i polsko - bolszewickiej. Nagrobki są białe, przepasane czerwono - białą flagą, ale jeden jest czarny, bo to stamtąd zabrano nieznane z nazwiska zwłoki i przeniesiono je do Grobu Nieznanego Żołnierza do Warszawy. Cmentarz w czasie II Wojny Światowej był bardzo zniszczony, praktycznie ruina. Czołgami poniszczono nagrobki, zburzono kolumny, przetrwał tylko łuk. Warto wejść do kaplicy, aby zobaczyć zdjęcia przedstawiające cmentarz kiedyś i dziś.




I najsmutniejsza część Cmentarza Łyczakowskiego - nowa - z grobami młodych ludzi, którzy teraz giną w wojnie na Ukrainie, ze łzami ich rodziców, którzy zapłakani tam stoją i patrzą na krzyże flagą narodową owinięte. Komentarz zbędny.



Z cmentarza przejeżdżamy pod Operę Lwowską. Budynek z zewnątrz przepiękny, ale kiedy wejdziecie do środka, zachwyci was jeszcze bardziej. Złote zdobienia, piękna sala luster, słynna kurtyna. Przed budynkiem fontanna i miejsce spotkań starszych panów, którzy na ławkach grają w szachy.











Lwowski Rynek tętni życiem. Pełno kramików, gdzie sprzedawcy oferują rękodzieło. Gwarno w okolicznych restauracjach, a obiad warto zjeść, bo wskażcie mi miasto, gdzie na rynku zjem zupę, drugie danie, wodę, lody i kawę za 25 zł.  W oczy rzuca się słynna czarna kamienica i ciekawy, duży napis na środku rynku Lviv. Wokół pełno kościołów, cerkwi. Każda ulica, każda budowla jest jak perełka, ale niestety też niektóre kamienice straszą i Lwów by błyszczeć potrzebuje dużo czasu i pieniędzy na remonty. Swój nieodparty urok mają tramwaje czy marszrutki, czyli busiki pełniące rolę komunikacji miejskiej, tyle że jeżdżą bez rozkładu i na kiwnięcie ręki.

Czarna kamienica

Cerkiew Przemienienia Pańskiego

Kościół ormiański






Apteka z lampą Łukasiewicza





Bazylika Wniebowzięcia NMP


Cerkiew Przemienienia Pańskiego


Kaplica Boimów



Wspomniana w tekście restauracja na rynku







Kolumna Adama Mickiewicza
Dworzec Kolejowy

Co warto kupić we Lwowie? Na pewno jakiś alkohol, bo ten jest tutaj naprawdę tani. Słodycze albo ręcznie robione maskotki, które mnie osobiście zauroczyły i kupiłam dla chrześniaczek. Oczywiście magnesy, od których wprost uginały się stragany.

Ceny - wszystkie ceny ze sklepów/restauracji z centrum miasta, rok 2015:
- wódka Nemiroff z papryką 11 zł pół litra -  narodowy trunek z Ukrainy
- zwykła wódka 7 zł
- cukierki Czerwone Maki firmy Rsohen około 20 zł/kg, może nie są najtańsze, ale naprawdę bardzo smaczne, a z tańszych to np. krówki 10zł/kg
- magnesy od 1 zł do 5 zł
- maskotki ręcznie robione - aniołki, zajączki, misie, kotki - sztuka około 20 zł
- obiad: zupa, drugie danie, deser 25 zł
- piwo w barze 4 zł za półlitrowy kufel
- pizza - w zależności od rodzajów, ale około 10 zł-15 zł za 30cm
- papierosy Malboro 4,50 zł/paczka
- kebab 3,50 zł
- piwo około 2 zł/butelka
- benzyna 3.80 zł/litr

Spacer po Lwowie to spacer po kartach historii. Słychać w głosach Polaków tutaj mieszkających nostalgię, ale i nadzieję. Polacy dla Ukraińców są bogaci. Średnie zarobki na Ukrainie to około 200-300 zł na miesiąc, a produkty spożywcze aż tak dużo tańsze nie są, tylko ta wódka, w której nie jedne smutki pewnie są topione...

Z ciekawostek dodam, że dość ciekawy może wydać się gazociąg do domu. Otóż nie jest jak w Polsce podziemny, a naziemny i te cienkie, żółte rurki wyglądają koło domów jak swoistego rodzaju trzepaki. Większość ziemi jest państwowa, więc nikt jej nie uprawia i leży odłogiem, a jest to czarnoziem, ziemia bardzo urodzajna. Jeszcze do niedawna występował problem z wodą. Dostarczana była ona tylko w godzinach 7-9 i 19-21. Teraz już jest cały czas, ale część hoteli nie podgrzewa wody, więc warto o to przed noclegiem pytać. Ruch w mieście ogromy. Najgorsze jest to, że kierowcy niewiele robią sobie ze znaków zakazu postoju i często na wąskich ulicach stoją po jednej i drugiej stronie, skutecznie utrudniając przejazd.

Za wycieczkę z biurem Bieszczader zapłaciłam 120 zł/osoba i w cenie miałam przejazd oraz bilety wstępu chociażby do Opery Lwowskiej. Cały czas jechał z nami jeden przewodnik pan Grzegorz, a po Lwowie oprowadzała i świetnie Lwów przedstawiała pani Teresa. Nie potrzebowałam wizy, a wbijany do paszportu był tylko stempel wjazdowy i wyjazdowy.
Warto też wspomnieć, że tereny zachodniej Ukrainy póki co są bezpieczne. Wojny toczonej z Rosją tu nie da się zauważyć, więc ze spokojem można udać się na zwiedzanie Lwowa. Nie zapominajcie o paszporcie, który do przekroczenia granicy jest niezbędny i jeśli nie jesteście właścicielem lub współwłaścicielem auta, którym granice chcecie przekroczyć to potrzebne jest notarialne poświadczenie właściciela, że to auto Wam użycza.


11 komentarzy:

  1. W kilku miejscach byłyśmy podobnych, np. rynek, apteka, cmentarz itd... :))
    Fajnie powrócić tam wspomnieniami :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia - ilość & wykonanie - MEGA!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za solidną dawkę zdjęć i informacji!
    Świetna motywacja przez naszym wyjazdem do Lwowa w przyszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo i polecam wyjazd, będziecie zadowoleni :)

      Usuń
    2. Własnie sie wybieramy w przyszłym tygodniu, dzięki bardzo za cenne informacje i zdjęcia:) Bardzo pomocne i zachecajace:)

      Usuń
    3. Cieszę się, że pomogłam :)

      Usuń
  4. Wybieram się do Lwowa za trzy tygodnie, na 6 dni - zupełny spontan - jak zawsze:) Jestem strasznie podekscytowana i zaczęłam zbierać informacje: co zwiedzić za ile ....itp. Wiesz może, czy uda mi się kupić bilet do opery na miejscu po przyjeździe, czy raczej mam już kombinować jakiś zakup na odległość?
    Pozdrawiam KAMA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Z biletami niestety nie pomogę, bo ja jechałam z biurem Bieszczader, zorganizowana, żeby szybciej granicę przekroczyć i nie tracić czasu i my bilety mieliśmy już w cenie.

      Usuń
  5. Niestety te kolejki i w nagłych przypadkach korupcja po stronie ukraińskiej naprawdę przekreślają magiczne uroki podróży do kochanego Lwowa.

    OdpowiedzUsuń