czwartek, 15 października 2015

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?

Bieszczady na liście marzeń do spełnienia były od zawsze. Chciałam zobaczyć potęgę nietkniętej natury. Chciałam maszerować połoninami i rozkoszować się widokiem lasów, nieba, zatopić wśród traw, a muzyką w moich uszach miał być dudniący wiatr. Jako że nocleg miałam w Wołosatem, na szlak prowadzący na najwyższy szczyt Bieszczad po stronie polskiej - Tarnicę (1346 m n.p.m.), miałam dosłownie pięć kroków, a stąd dalej przez Przełęcz Goprowców na Halicz (1333 m n.p.m.), Rozsypaniec (1280 m n.p.m.) i Przełęczą Bukowską powrót do Wołosatego. Trasa widokowo przepiękna, ale nogi o pomstę do nieba wołały, bo maszerowałam jakieś 20 km.


Kupujemy wstęp do parku (7 zł od osoby)  i na początku dosłownie łąką maszerujemy w stronę lasu, ale już widać połoniny i Tarnicę.






Szlak przez las dość długi i monotonny. Ciągle też pod górkę. W lesie spokojnie, bezwietrznie, jednak bardzo duszno. Czasami idziemy kamiennymi schodami. Widoki nie rozpieszczają oczu. Raczej trzeba pod nogi patrzeć na wystające konary.






Jednak kiedy las się kończy, od razu zobaczymy piękne połoniny, królującą nad Bieszczadami Tarnicę. Przyznam szczerze, że zdjęcia "robią się same". Niesamowite kolory traw, do tego czasami surowe, granatowe niebo, a czasami mocne słońce, które wszystko rozświetla, jakby mieniło się złotem. Szlak przypomina wąską ścieżkę. Czasami trzeba wspiąć się pod górę. Gdzieniegdzie wprost "giniemy" wśród wysokich traw. 











Wejście na Tarnicę kamieniste. Bardzo wiało. Wiatr wprost spychał na bok! Czapka na głowę jak najbardziej przydatna, chociaż przyznaję, że pomimo porywistego wiatru było  ciepło. Na szczycie Tarnicy stoi krzyż papieski, upamiętniający zdobycie szczytu przez Jana Pawła II. Krzyż metalowy, na którym wiatr gra, a wokół rozpościera się cudowny widok na Bieszczady. Gdzie okiem sięgnąć tylko góry, góry, lasy, połoniny ...



Z Tarnicy udajemy się przez Przełęcz Goprowców na Halicz. Tutaj mały odpoczynek i pchani górskim wiatrem idziemy w stronę Rozsypańca. Widoki nieziemskie! Nie dziwię się w ogóle, że mówi się, iż "w Bieszczady jedzie się tylko raz, a potem już tylko się wraca". Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tego piękna, tej harmonii, barw. Natura wprost nas onieśmiela, ukazuje swoją potęgę. To świeci słońce, to za chwilę niebo robi się wprost granatowe.



























Wędrówka Wołosate - Tarnica - Halicz - Rozsypaniec - Wołosate wiedzie przez szlaki niebieski i czerwony, a czas przejście to około 8 godzin, więc jest to na pewno wyprawa całodzienna. Po drodze nie ma żadnych schronisk, są tylko wiaty, w których można się schronić, chwilę odpocząć, zjeść coś ze swojego prowiantu. Powrót do Wołosatego wiedzie przez las utwardzoną drogą i jest to chyba najnudniejszy i najmniej barwny widokowo punkt całej wędrówki. Jedynie uwagę przyciągają pomrukiwania (chyba)  niedźwiedzia...



Po jakichś 7 km wędrówki ukazuje się w końcu upragniony znak Wołosate i napis na asfalcie prowadzącym do wsi, który genialnie podsumowuje całą wyprawę :-) 



Ostanie zerknięcie na prawo, na Bieszczady w pełnej krasie.


Zanim jednak zmęczeni, a właściwie padnięci, wrócimy do domu, w którym mamy nocleg, wchodzimy na stary cmentarz.







Wołosate to ogólnie inny świat. Kraniec Polski. Malutka wieś pośród lasów, otoczona Bieszczadami. Tam nawet niebo jest bardziej gwieździste niż gdziekolwiek indziej, powietrze czyste i świeże, a cisza zbawienna. Wołosate to świetna baza wypadowa w Bieszczady. 

Z osobistych przeżyć: nie wiem jak to wydedukowałam, ale stwierdziłam, że suche, ryżowe wafle plus parę parówek na całodzienną wędrówkę w górach wystarczą! Składam sobie samej gratulację, co najmniej dyplom dietetyka powinnam zgarnąć, bo kiedy widziałam jak pod wiatą rozkładali bułki, ciepłą herbatę, banany i czekoladę, byłam gotowa na to wszystko się rzucić niczym hiena. Siedziałam więc z boku i zbierałam te okruszki z wafli, co by nic mi wiatr nie porwał. Nie idźcie moją drogą dietetycznego rozumowania i zaopatrzcie się przyzwoicie. Więc kiedy tak szłam i szłam, widząc oczyma wyobraźni przed sobą same hamburgery, to nawet mi te pomruki gdzieś tam w leśnej gęstwinie niestraszne były. Szczerze chyba bym zagryzła tego niedźwiedzia, czy co to tam tak mruczało. Chyba sam diabeł się z mojej głupoty śmiał. I z ręką na sercu i żołądku przyznaję, że zupka chińska nigdy w życiu mi tak nie smakowała, jak wtedy po powrocie do domu w Wołosatym :-) Podstawowe wyposażenie to oprócz prowiantu, wygodne buty przeznaczone do wędrówek górskich i najlepiej usztywniane w kostce, bo podczas wędrówki np. na Tarnicę po wystających skałach bardzo łatwo o skręcenie nogi oraz czapka, nieprzemakalna bluza, apteczka oraz latarka, która może się przydać, jeśli schodzimy po zmroku i dla tych, którzy np. po zejściu ze szlaku resztę trasy kontynuują drogą asfaltową koniecznie jakiś odblask.

Bieszczady to przepiękne góry. To miejsce, gdzie człowiek czuje się malutki w stosunku do potęgi natury. To miejsce, gdzie odbierasz każdy zmysł bardziej i jesteś w stanie wystawić siebie na próbę możliwości. Bieszczadzkie szlaki są magiczne. Tam oddycha się pełną piersią.


7 komentarzy:

  1. Też kolekcjonuję magnesy z moich wyjazdów, więc pomysł na Twojego bloga bardzo mi przypadł do gustu. :)
    A jak uciekać to tylko w Bieszczady! Ta cisza, spokój... te widoki! Co innego jeszcze potrzeba?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, pozdrawiam :) I tak, tylko i wyłącznie Bieszczady :)

      Usuń
  2. robiłam identyczną trasę tylko na początku lipca. zdecydowanie więcej osób, temperatura w okolicach trzydziestu stopni i zero wiatru, dodatkowo źle wymierzyliśmy ilość wody i do mety w Wołosatym dochodziliśmy z chłopakiem resztką sił. ale zgadzam się, trasa absolutnie przepiękna, widoki magiczne i gdybym dzień wcześniej nie zakochała się już w Bieszczadach na Połoninie Caryńskiej, to pewnie zrobiłabym to wtedy. :)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje marzenie też od zawsze Bieszczady... Mieliśmy byc w tym roku, ale nie wyszło... Zmiany ciśnienia niestety niekoniecznie wpłynęłyby dobrze na moją ciążę... Ale magnes mam znad Soliny od rodziców, którzy pojechali :)))) Mam nadzieję, że jeszcze tam dotrę :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam południe Polski - napawa mnie takim niewypowiedzianym spokojem. kilka razy miałam już okazję zobaczyć wiele miejsc, ale w Bieszczadach wciąż jeszcze nie byłam. często jednak myślę o tym kierunku, ponieważ mój Tato wielokrotnie wspomina o nich jako o miejscu, gdzie w dzieciństwie spędzał mnóstwo czasu z rodzicami, którzy dawno temu mieszkali w tamtych okolicach. mam nadzieję, że pewnego dnia wybierzemy się tam razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie trzeba tam pojechać i obiecuję Wam nie pożałujecie, a tym bardziej Twój Tata przypomni sobie na pewno szczęśliwe dzieciństwo. Pozdrawiam ☺

      Usuń
    2. Koniecznie trzeba tam pojechać i obiecuję Wam nie pożałujecie, a tym bardziej Twój Tata przypomni sobie na pewno szczęśliwe dzieciństwo. Pozdrawiam ☺

      Usuń