wtorek, 26 stycznia 2016

W cieniu minaretów. Oman - Marek Pindral

"- A ty, Mark, jakiej jesteś religii? - zainteresował się nagle Bashir.
- Jestem muzułmaninem.
- No co ty, nie wierzę!
- Tak, bo przecież "muzułmanin" oznacza oddanego Bogu, a ja, mimo wszystko, staram się takim być. Może nie zawsze mi wychodzi, bo ... [...]
- Eee, to nie jesteś muzułmaninem! - zawyrokował zawiedziony.
- Całkiem możliwe, że jednak jestem, choć nie chodzę pięć razy na dobę do meczetu, czy nawet raz w tygodniu do kościoła.
- Nie, nie, to bujda, co mi powiedziałeś. Muzułmanin musi chodzić do meczetu!
- Wiesz, ja niczego nie muszę. Dla mnie ścianami meczetu są te góry, które mijamy po drodze, a sufitem niebo."

Powyższy cytat pochodzi z książki podróżnika Marka Pindrala i doskonale odzwierciedla kwintesencję całej książki, która nie tylko opisuje piękno Omanu, tradycje, kulturę, ale porusza jakże będący teraz na czasie islam, a dokładniej jego wyznawców w całej okazałości z wadami i zaletami, i robi to w sposób lekki, subtelny, czasami zabawny, ale z niesamowitym wyczuciem sytuacji. Kiedy trzeba być poważnym jest powaga, kiedy można przejść na luźny ton jest i żart.


Książkę z dedykacją otrzymałam na spotkaniu autorskim, które było pokazem dźwięku - głosu opowiadającego o podróży po omańskiej ziemi, światła - panujący półmrok i węchu - zapach kadzidła z Omanu. Czytanie jej było kontynuacją całego spotkania i poprzez refleksje, opisy autora z każdą stroną przenosiłam się do Omanu. Dosłownie czułam palące słońce, piasek pustyni pod stopami, smak daktyli, czułam obecność dżinów, poznawałam islam, ale zza burki w moim przypadku, bo kraj, choć magiczny, to koraniczny, a kobiety mają być klejnotami święcącymi w pudełku. W końcu diament zbyt często pokazywany i noszony traci blask...

Publikacja na czasie. Dla każdego, kto chce poznać i posmakować z oddali omańskiej gościnności, przyrody, wiary, obyczajowości. Autor nie boi się napisać prawdy, a bacznie obserwuje każdy aspekt życia, dnia i nocy Omańczyków. Nie oczernia nikogo ani nie wybiela, pisze jak jest, jak to widzi, odczuwa:
(o nagminnym spóźnianiu Omańczyków)
"Owo insza'Allach jest tutaj używane na każdym kroku, choć chyba powinno się raczej napisać "nadużywane". A co oznacza? Mniej więcej to, co nasze "jak Bóg da".Tyle tylko, że stało się - miałem wrażenie - wygodną wymówką, rodzajem usprawiedliwienia czyjejś nierzetelności. Bo w gruncie rzeczy jest to ostatnia deska ratunku, której mamy się chwycić, kiedy sami zrobiliśmy, co było w naszej mocy. Jak trafnie ujął to ten sam Ahmed - do your best and God will do the rest, po czym... znów się spóźnił. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że próba zwrócenia uwagi na owo niestosowne, w naszym mniemaniu, zachowanie mogłaby tutaj zostać odebrana jako brak szacunku do ich kultury. Czyli mamy do czynienia z bardzo interesującym paradoksem - wymagają tutaj szacunku nawet dla swojego braku szacunku w stosunku do innych!".

Książka otwiera nam drzwi do egzotycznego świata dżinów, latających dywanów, hucznych wesel, wyścigów wielbłądów oraz przekonań i zainteresowań Omańczyków, o jakich nie macie pojęcia, ale z drugiej strony pokazuje, że to, co wydaje się nam inne, odmienne, dalekie często na własnym podwórku znaleźć można, bo jak świat długi i szeroki, ludzie to jednak ludzie i w każdym miejscu znajdzie się takich samych, z tymi samymi przywarami, choć w ich przekonaniu jedynych i najlepszych:
"[...] - Rodzinie to też wydawało się trochę podejrzane, więc postanowili odwiedzić lokalną czarownicę.
- Ale to przecież wbrew Świętemu Koranowi! - moje oburzenie było nieco udawane, bo jak wiecie z poprzedniego rozdziału, nie tylko my stawiamy Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek."

"W cieniu minaretów" pisane jest z dozą humoru, ale nie wymuszonego, a takiego idealnego do każdej sytuacji. Przyznaję, że wielokrotnie przemyślenia autora mnie rozbawiły:
(o żuciu kadzidła)
"- A co to daje? - zapytałem [...].
- Wiesz, przede wszystkim mamy wtedy pachnący oddech - roześmiał się szeroko, a ja po raz nie wiem już który ledwo powstrzymywałem się przed wyrwaniem mu z ust obydwu rzędów lśniących, białych zębów, żeby zastąpić nimi nasze europejskie kremówki."

To, co skradło moje serce to fakt, że książka jest swojego rodzaju pamiętnikiem, przygodą życia bohatera - samego autora, nie wypisuje listy zabytków, nie wymienia, gdzie iść, ile zapłacić.  Jest pięknie wydana: gładki papier, czerwone ozdobniki na każdej stronie, twarda oprawa.  Dopełnieniem treści pisanej są zdjęcia. Proste, zwykłe, niewyszukane, bajkowe (w moim odczuciu zdjęcia pustyni), brutalne (dla mnie martwe zwierzęta), ale zawsze prawdziwe. Prawdziwe twarze, krajobrazy, życie.


Cytaty pochodzą z książki "W cieniu minaretów. Oman", Marek Pindral, Wydawnictwo Bernardinum 2015.


7 komentarzy:

  1. Bardzo fajna nowa odsłona bloga! :)
    Aż się zastanawiam, jak ją zrobiłaś...bo już od dawna chciałabym zmienić coś u siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunęłam kolorowe tło, wstawiłam białe, a logo stwierdziłam, że takie bardziej do nazwy pasuje, w końcu są pokazane magnesy i zrobił mi je znajomy, bo ja to umiem tylko obsługiwać Painta na poziomie 1+ haha :) reszta bez zmian. Efekt mi się podoba :)

      Usuń
  2. Bardzo chętnie przeczytałabym tą książkę.
    Temat kultury, religii i tradycji Omanu jest naprawdę interesujący, a również forma przedstawienia tych tematów, według twojej recenzji, wydaje się być bardzo ciekawa. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć gdzieś tą pozycję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam tę pozycję. Książka rewelacyjna. Koniecznie się w nią zaopatrz :)

      Usuń
  3. Czytałam i bardzo mi się spodobała :) Podoba mi się to racjonalne podejście autora do kultury, religii, wszystko opisane jest tak jak jest, bez wybielania ani oczerniania. Mamy pokazane i wady i zalety, a to bardzo ważne. Poza tym każdy może sobie wyrobić własną opinię, autor do niczego nie nakłania. I to jest super :) Aż chce się jechać do Omanu i zobaczyć to wszystko samemu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za polecenie, ciekawa pozycja - będę musiał przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń