środa, 27 kwietnia 2016

Hiszpania - Alicante - źródło światła - Castillo de Santa Barbara

Plan wyjazdu do Alicante zaświtał mi podczas podróży służbowej do Londynu. Po pracy siedziałam w hotelu i w TV leciał komediowy serial pt. Benidorm. Jako że serial opowiadający o wyjeździe angielskiej rodziny na wakacje do tytułowego hiszpańskiego kurortu był zabawny, to postanowiłam obejrzeć wszystkie sezony po powrocie do Polski i wtedy też zrodziła się myśl wyjazdu do Benidormu, a połączenie jest właśnie poprzez loty do Alicante. I tak oto Benidorm trafił na moją listę marzeń, a obok niego Alicante. 
W pewny jesienny dzień, kiedy za oknem deszcz i słota, znajomi wpadli na pomysł wspólnego wyjazdu za granicę. Dla co niektórych pierwszy lot, dla drugich spełnienie marzeń o krótkich wakacjach pod palmami i wtedy zapaliła się mała żarówka nad moją głową - Alicante! Wybór był strzałem w dziesiątkę. Miasteczko mnie oczarowało i skradło serce nie tylko u mnie.



Alicante to po arabsku źródło światła. Nie dziwię się nazwie, gdyż miasto tonie w blasku promieni słonecznych odbijających się od piaskowca, z którego praktycznie zbudowane jest całe miasto. Nad miastem króluje na wzniesieniu zamek, Castillo de Santa Barbara. Moim zdaniem klejnot Alicante. Wzniesienie, z którego rozciąga się cudowna panorama na całe miasto, włączając plaże, czy port. Idąc pod górę zmęczenie znika wprost proporcjonalnie do rzutu okiem na niesamowite obrazy wokół i tylko jedno powiecie: Wow, wow, wow!!!








Na wzgórze wchodzi się drogą wybrukowaną, gdzieniegdzie są kamienne schody, drewniane podesty czy tarasy. Wszędzie jednak Waszym oczom ukazują się magiczne obrazki i te, które moim zdaniem rozbrajają serce i duszę, to widok na port i plażę. Po prostu zobaczcie sami!











Dostęp do tej głównej atrakcji miasta jest darmowy. Można wchodzić tak jak my pieszo lub wjeżdżać windą. Tylko nie mam pojęcia, gdzie ona była i nawet szczerze nie chciałam jej znaleźć, bo po co zamykać się w metalowym pudełku, gdy wejście prowadzi poprzez najstarszą część miasta - malownicze, kolorowe, wąski uliczki z białymi domkami, ceramicznymi donicami u drzwi... Zamęczę Was zdjęciami tych uliczek, ale mi aż żal było opuszczać to miejsce. Najchętniej usiadłabym na tym widocznym na zdjęciu fotelu i siedziała do końca moich dni. To miejsce zatrzymało nawet mnie, wieczne ADHD.












Wzgórze, choć jest nagą skałą z ruinami warowni, kusi roślinnością. Palmy mają zielone, soczyste liście, napotkacie drzewa oliwne, kaktusy wielkości drzew w polskich lasach, kolorowe kwiaty.








Kiedy już zdobędziecie szczyt góry Benacantil, koniecznie pospacerujcie po dziedzińcach zamku. Gwarantuję, że będzie Wam ciężko oderwać wzrok od panoramy miasta, morza, ale ruiny warowni także są niesamowite. Mury z piaskowca, ukryte kapliczki, tajemnicze schody... Można pobudzić wyobraźnię, a przyznaję, że do tej pory oprócz Spissky'ego Hradu niewiele jest takich ruin, z którymi aż tak ciężko było mi się pożegnać. Zakładaliśmy, że na zamek wchodzimy raz. Nie zakładajcie tego, wejdziecie tam co najmniej jeszcze raz. To miejsce przyciąga jak magnes!
















12 komentarzy:

  1. O raju... Jak pięknie! Zaczęłam żałować, że nie uwzględniłam Alicante w moich wakacyjnych planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz naprawdę szczerze żałować, bo miasto jest przepiękne! Ja najchętniej bym tam została już na zawsze :)

      Usuń
  2. Te wąskie uliczki z doniczkami i dekoracjami przy drzwiach są niesamowite! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Cudowne i tak dobrze się tam czułam :)

      Usuń
  3. A gdzie zdjęcie magnesika przywiezionego z podróży? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wlasnie dzis wybieram sie do Alicante. Po obejrzeniu Twoich zdjęć juz nie moge sie doczekac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię Ci się i sama chętnie pojechałabym tam jeszcze raz. Udanej podróży :)

      Usuń
  5. Alicante faktycznie jest przepiękne, zwłaszcza zamek, stare miasto i port. Od widoków z zamku potrafi zakręcić się w głowie. Pomimo tego, że byłam tam kilkanaście razy, nigdy nie mam dość, zawsze wracam zachwycona i robię setki zdjęć :). No ale jak by nie było, jesteś pierwszą osobą która twierdzi, że mogłaby zostać w Alicante na stałe - pomijając rzeczy, o których wspomniałam, miasto jest raczej nijakie, a ścisłe centrum raczej szare i smutne ze swoją przypominającą socjalizm architekturą. Na urlop to może i fajna destynacja ale na dłuższą metę - przynajmniej dla mnie - niekoniecznie. Ale rozumiem Twój zachwyt i zawsze go podzielam podczas moich jednodniowych wypadów do Alicante. I muszę Ci się przyznać ( ze wstydem ), że zawsze wjeżdżałam windą albo samochodem. Bardzo Ci dziękuję za motywację - jak pogoda dopisze to może już w ten weekend wejdę o własnych nogach :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie podobała się całość. Ogólnie miasto jako całokształt miało "to coś". Taka miłość od pierwszego wejrzenia, jak z facetami, niby nie wygląda jak z okładki, ale ma właśnie w sobie "to coś" :) Cóż, wpadałam w sidła miłości tego miasta, ale prawda jest taka, że byłam krótko i mogła być to taka wakacyjna miłość - idąc tym porównaniem :)

      Usuń