poniedziałek, 16 maja 2016

Hiszpania - Alicante - perła Costa Blanca

Alicante przywitało nas wieczorem ciepłym powiewem wiatru. Wysiadamy z samolotu linii Ryanair. Ogromne lotnisko. Kierujemy się według znaków na drugie piętro, skąd ma nas zabrać autobus linii C6 do centrum. Stukot kółek walizki, rozglądamy się, ściskamy w garści odliczone pieniądze na bilet i... jest, niebieski autobusik, który zawozi nas do miasta, za którego klimatem, urokiem tak bardzo teraz tęsknię. 


Nocleg

Zarówno bilet lotniczy, jak i nocleg rezerwowałam dużo wcześniej. Ryanair akurat miał promocję, a noclegu poszukałam, korzystając z Airbnb, dlatego że jechało nas większe grono i muszę stwierdzić, że polecam ten rodzaj rezerwacji. Upolowałam mieszkanie (3 sypialnie, salon, kuchnia w pełni wyposażona, 2 łazienki, winda) w samym centrum miasta za pieniądze porównywalne, jak nawet nie mniejsze jak nad Bałtykiem. Przylecieliśmy dość późno i przyznaję, że ja trochę nakręciłam z godziną przylotu (ogólnie coś miałam problem z godzinami, bo podczas rezerwacji parkingu przy lotnisku też podałam złą godzinę :-) ) i musieliśmy chwilę poczekać przed budynkiem na właścicielkę, ale dostaliśmy za to oczekiwanie butelkę wina. Czekając najpierw przed budynkiem, potem już na korytarzu, przekonaliśmy się, że Hiszpanie to bardzo mili, pomocni, sympatyczni ludzie, którzy starali się jak mogli umilić nam czas w oczekiwaniu na klucze do mieszkanka. Kiedy już zameldowaliśmy się, dowiedzieliśmy się, że budynek na wyjście na dach, z którego rozciągał się piękny widok na miasto i znajdującą się tuż obok Arenę de Toros. Ile my tam czasu na tym dachu spędziliśmy... O północy i w południe. Ile to Sangrii zostało tam wypitych... Tylko powiedzcie sami, czyż nie piękne te widoczki?












Plaża

Pierwszego dnia postanowiliśmy iść najpierw na wzgórze Benacantil, żeby zobaczyć Castillo de Santa Barbara, a po obiedzie na plażę Playa del Postiguet. Wybór pół na pół trafiony, gdyż rano było naprawdę gorąco, słońce świeciło niemiłosiernie, widoki były cudowne, ale kiedy postanowiliśmy iść na plażę, słońce zniknęło i choć było bardzo ciepło, to jednak opalanie musieliśmy wybić sobie z głowy. Plaża ładna, ale położona blisko ruchliwej, głównej ulicy miasta, więc o ciszę trudno. Jednak rekompensuje to widok na Castillo de Santa Barbara. Na plaży jest plac zabaw dla dzieci, siłownia na powietrzu i gdzieniegdzie palmy, a pod nimi kolorowe ławeczki. Ogólnie w Alicante jest mnóstwo placów zabaw dla dzieci, praktycznie na każdym kroku. Podobnie z siłowniami na świeżym powietrzu. Dla mnie kolejny plus. Posiedzieliśmy trochę, podziwiając wzburzone fale morza i postanowiliśmy iść do portu. Dodam, że na tę decyzję większy wpływ miały pochodzące gdzieś z Chin czy Wietnamu panie, aniżeli brak słońca, bo ile trzeba mieć cierpliwości, aby leżąc godzinę na plaży słuchać: " Want massage, good massage, only five euro" co pięć minut?! No nie da się za długo, po prostu nie da się. Jestem mega uprzejma w takich chwilach, bo wiem, że to ich praca, zarobek, ale nie oznacza nie i koniec, nie chcę się odganiać niczym od much. Ja chcę zatopić wzrok w morzu, dłonie w miękkim piasku...











Port

Z plaży maszerujemy po ceramicznych chodnikach wprost do portu. Najbardziej naszą uwagę przyciąga ogromny, drewniany statek. Jednak port to nie tylko wspomniany statek, czyli Galleon Santisima Trinidad, ale także mnóstwo białych jachtów, których pewnie wartość przekracza moje najśmielsze wyobrażenia. Przy wejściu do portu stoi fajna w stylu retro karuzela. W takich momentach żałuję, że mam chorobę lokomocyjną i wszelkiego typu karuzele, diabelskie młyny odpadają. Dość ciekawy jest też pomnik, który wygląda, jakby "wychodził z wody". W porcie przywitało nas słońce, więc usiedliśmy na ławeczkach i wpatrywaliśmy się galeon.
















Promenada

Explanada de Espana to popularny bulwar spacerowy w Alicante biegnący wzdłuż wybrzeża, koło plaży, portu. Stanowi architektoniczny rarytas. Kolorowe, pieczołowicie ułożone ceramiczne płytki tworzą mozaikę, która przypomina morskie fale, a wszystko otulone rosnącymi po bokach promenady palmami. Tutaj też zatrzymujemy się na lody, po pamiątki, miejsce naszych codziennych spacerów.




Ulice, skwery, parki

Spacerować po Alicante można bez końca. Każdy zbieg ulic kończy się jakimś parkiem, skwerem. Stoliki stojące na ulicach zapraszają do konsumpcji. I ta roślinność! To, co my trzymamy jako kwiat doniczkowy, u nich rośnie jako drzewo! Często przeogromne. Z niektórych skwerów ciężko było mnie wyciągnąć. Spokój, cisza, cudowne kwiaty, fontanny... Czułam się jak w krainie czarów. A skoro o krainie czarów mowa, to zwróćcie uwagę na zdjęcie ulicy, która była swoistym placem zabaw. Dzieciaki mogły pozjeżdżać, pobawić się w domkach muchomorkach, pograć w klasy. Ciekawe rozwiązanie. Kolorowo, wesoło, rodzice na zakupy, dzieci do zabawy. Czego jeszcze tak bardzo mi brak? Drewnianych okiennic i malutkich balkonów, które tonęły w kwiatach.




































Plac Luceros

Oglądamy pocztówki i mój brat pokazuje mi jedną z nich mówiąc: "Zobacz jak ładnie. To jest gdzieś tutaj w Alicante?. Google idzie w ruch, wpisujemy nazwę z pocztówki i wyskakuje - najpiękniejszy plac w całym Alicante, Plac Luceros. Droga dość długa, ale pogoda do spaceru wymarzona. Warto było iść ten kawał drogi, bo plac to las palm, chodnik z ceramicznych płytek z ciekawym wzorem, ławeczki w cieniu i piękna fontanna pośrodku. Miejsce, w którym warto przystanąć i napawać się jego urodą. Dumny ze swojego odkrycia brat mówi: "Od razu wiedziałem, że warto było tutaj iść".







Mercado Central

Żałuję, bardzo żałuję, że nie zajrzałam tam wcześniej! Przechodziliśmy koło budynku 100 razy i nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że to dworzec i resztę do swojej głupiej myśli przekonałam, a ów dworzec to ogromna hala podzielona na dwa piętra ze stoiskami z mięsem i rybami. Na górnym piętrze raj mięsożerców: szyneczki, kiełbaski, itp. Dół to ryby i owoce morza. Jak to ujęłam ja: "Ale pachnie rybami!", a reszta ekipy: "Jak śmierdzi rybami!" - zdania podzielone. Niestety weszliśmy tam w momencie zamykania, więc udało mi się tylko zrobić jedno zdjęcie. Koniecznie wybierzcie się tam, ale od rana.




Informacje praktyczne

- bilet z lotniska do centrum miasta, linia C6 kosztuje w jedną stronę 3,85 /osoba
- autobus odjeżdża z hali odlotów, która znajduje się na drugim piętrze, nie należy wychodzić z terminala, a iść schodami albo jechać windą na 2 piętro i spod samych drzwi odjeżdża niebieski dokładnie opisany autobus
- karuzela w porcie, przejazd około 5 minutowy kosztuje 2 
- na plaży toalety bezpłatne
- w mieście jest bardzo dużo marketów Carrefour Express i ogromny market Auchan, który tam funkcjonuje pod nazwą Alcampo, ceny (w  IV 2016) porównywalne do polskich (bagietka 0,45; piwo Amstel litr 1,20; duże chipsy 1,00; cytryny 0,71; Tonic 1,5l 0,60; masło 1,00; pepsi 2l 1,00, jeśli z lodówki dopłata 0,20; pomarańcze 2kg 1,00; jajka 12szt. 1,00; pizza mrożona 1,30)
- Castillo de Santa Barbara - wstęp bezpłatny
- Galleon w porcie, zwiedzanie wnętrza, 5
- obiad np. pół kurczaka + frytki + surówka 7, krewetki smażone w oliwie czosnkowej 9, paella dla dwóch osób 14   
- małe lody zakupione na promenadzie, które ze słowem małe nie miały nic wspólnego, bo to były dwie ogromne, przesmaczne kule, które ważyły chyba z pół kilograma, cena 2,40
- pogoda w kwietniu rewelacyjna, temperatury 22-25 st., ciepło, oprócz tego jednego popołudnia ciągle świeciło słońce, przyjemny klimat do spacerów, odpoczynku, można kąpać się w morzu





10 komentarzy:

  1. Piękne Alicante... jeszcze tam nie byłam ale sadząc po zdjęciach... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tęskni mi sie za Hiszpanią... Taka ją pamiętam. A po Twoich zdjeciach to jeszcze bardziej...
    Pozdarwiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze troszkę i pojedziecie tam we trójkę. Trzymam za to kciuki :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Teraz złapaliście bakcyla podrożniczego to nawet nie rozpakowujcie walizek tylko w drogę :)

      Usuń
  4. Pięknie. Bez wątpienia to miejsce jest na mojej liście. W tym roku będziemy w sierpniu w pobliżu, ale o Alicante niestety nie zahaczymy.

    A co do Airbnb, to moja przygoda z tym portalem nie zaczęła się najlepiej, bo znalazłam cudne miejsce w Barcelonie na sierpień, ale właścicielka się przeprowadza i wszystkie rezerwacje odwołała. Zaczęliśmy szukać czegoś zastępczego, ale w maju na sierpień już trudno, bo ofert zostało niewiele. Ostatecznie będzie drożej i mniej ciekawie. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie źle się zaczęło, ale może następnym razem będzie lepiej, ja akurat miałam szczęście :) Gdzie się wybieracie?

      Usuń
  5. Weszłam na artykuł bo bardzo spodobał mi się magnes :) sama też jestem ich zbieraczką ;) Niemniej jednak cały post jest bardzo ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, a fakt magnes też mnie bardzo urzekł :)

      Usuń