wtorek, 21 czerwca 2016

Hiszpania - Benidorm

Benidorm był na mojej liście marzeń za sprawą serialu komediowego o takim właśnie tytule. Ów serial oglądałam w hotelu podczas delegacji w Anglii. Wydał mi się zabawny i po powrocie obejrzałam wszystkie sezony i stwierdziłam, że jeśli kiedykolwiek będzie mi dane stanąć na hiszpańskiej ziemi, to koniecznie muszę zobaczyć miasto, w którym rozgrywała się akcja tego serialu. 
Marzenia się spełniają!


Z Alicante pojechaliśmy do Benidormu tramwajem. Koszt takiego przejazdu to 6,40 euro w dwie strony od osoby. My wyruszaliśmy ze stacji Mercado, a Benidorm był stacją końcową. Bilet zakupiliśmy na stacji w automacie, który wydaje resztę, ale uwaga, jeśli skończą się drobne, to wtedy drukuje paragon, z którym idzie się do obsługi i oni wydają należność. Jedzie się około godziny, a trasę umilają nam widoki na morze, plaże, malownicze domki, sady z mandarynkami.





Pierwsze wrażenie - szok! Totalnie inne miasto jak Alicante. Miasto wieżowców. Co chwilkę przystawaliśmy i liczyliśmy piętra. Każdy kolejny budynek miał ich więcej. 







W Benidormie głównie chcieliśmy plażować. Na pierwszy rzut poszła plaża Lavante. Ze stacji do plaży kawał drogi. W słońcu, z torbami i jeszcze brakiem mapy  w telefonie, bo "GPS signal is lost", ubogim oznakowaniem trochę to trwało, ale w końcu udało się dotrzeć i powiem szczerze, z ręką na sercu, jedna z piękniejszych plaż, jakie widziałam! Piasek miękki, delikatny, gdzieniegdzie palmy, leżaczki, cudowna woda i widok z jednej strony na morze, a z drugiej na potężne wieżowce.  





























Pogoda była wymarzona. Opaliliśmy się, wykapaliśmy w morzu, a właściwie twardo walczyliśmy z falami. Zjedliśmy obiad w jednej z nadmorskich knajpek i poszliśmy przez miasto na kolejną plażę, tym razem Poniente. 










Nasza skóra miała już dość słońca i wody, pospacerowaliśmy tylko brzegiem morza, odpoczęliśmy w parku znajdującym się przy plaży. Spotkała mnie tutaj mała przygoda. Otóż zmarnowana słońcem i spragniona poprosiłam towarzyszy o coś do picia. Staliśmy wtedy na takim murku, który odgradzał plażę od części, gdzie zaparkowane były jakieś małe łódki, skutery wodne, itp. Brat stwierdził, że jest tylko piwo. Mini buteleczka, niewiele większa od spinacza. Myślałam, że umrę, wyschnę jak wampir, więc wzięłam ją i piję, delektuję się, kiedy podjeżdża straż i gwiżdże, i woła mnie. Coś czuję, że A zakaz picia alkoholu, B murek to dla nich falochron. Uciekłam z resztą ekipy dość żwawym krokiem w myśl zasady: nie słyszę, nie widzę, mnie to nie dotyczy. Nie pochwalam zachowania. Uczcie się na błędach! Karma sprawiedliwa, za karę pomyliliśmy kierunki i do stacji szliśmy przez miasto w palącym słońcu z dwie godziny! W końcu dotarliśmy na stację i odjechaliśmy do Alicante. Plusem tramwaju jest też to, że odjeżdża i przyjeżdża w Benidormie zawsze na ten sam peron, nie trzeba nigdzie przechodzić, po prostu konduktor przesiada się z przodu na tył i następuje zmiana kierunku jazdy. 



8 komentarzy:

  1. Plażowanie to nie dla mnie, ale za to zaciekawiłaś mnie serialem. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serial komediowy dla mnie najlepszy :)

      Usuń
  2. I kolejny magnes do kolekcji! :)
    Poleżałabym na tej plaży... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plażowanie tam było naprawdę przyjemne :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Plaże od razu przy mieście - podoba mi się to :)
    ze swojej strony polecam hiszpańskie campingi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze wiedzieć, takie informacje zawsze w cenie :)

      Usuń
  4. Przepiękne, malownicze miejsce. Cudowne plaże, ich lokalizacja jest wielkim plusem. Uwielbiam plażowanie z książką w ręku. Z wielką chęcią się tam kiedyś wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zdjęcia, Hiszpania to ładne Państwo.

    OdpowiedzUsuń