środa, 13 lipca 2016

Pielgrzymka do Częstochowy - u bram

Każdy trud, każda kropla krwi, każda łza na pielgrzymce uroniona znika, kiedy docierasz do celu, kiedy widzisz Jasną Górę, wchodzisz alejami, witają cię tłumy, bo tak wygląda wejście do sanktuarium - idą tłumy i tłumy te tłumy witają...

Ciężko słowami opisać jest radość i szczęście, które temu towarzyszy. Euforię, która rozrywa twoją pierś. Czujesz miłość, nadzieję. Czujesz się ważny. Stojąc na drodze prowadzącej na Jasną Górę, jesteś VIP-em samego Pana Boga. Przez każdą ranę, ryskę, odcisk, pęcherz na twoim ciele przepływa energia spełnienia, bo na tym polega pielgrzymka, żeby się spełnić, żeby odkryć swoje wewnętrzne ja i poczuć siły na dalsze wyzwania, jakie życie ma dla nas w zanadrzu.

Przed wejściem do Częstochowy odprawiana jest msza św. w Kłobucku i stąd już połączone pielgrzymki udają się do głównego celu, na Jasną Górę. Wejście alejami to witanie strudzonych pielgrzymów, którzy ostatkiem sił dziękują za to, że wytrwali, piosenkami. Wiewają flagi, wszyscy tańczą. W powietrzu unoszą się czyste pierwiastki najpiękniejszych uczuć, jakie w życiu dane było poznać. Przed samym wejściem uczestnicy są błogosławieni i tutaj oczywiście ksiądz prowadzący moją grupę musiał skomentować, że "idą jego szatany" i mocno nas poświęcić. Oczywiście my jak poparzeni zaczęliśmy się przed obfitością świętej wody zasłaniać i zahaczyłam się o próg, niszcząc przy tym ostatnie klapki, jakie posiadałam i ostatecznie pod obraz Matki Boskiej Częstochowskiej szłam... boso! Później ksiądz kupił mi nowe klapki, twierdząc że "taki ze mnie diabeł, że od świętej ziemi tamte się rozpadły". Zmęczeni, ale naprawdę szczęśliwi, zwiedziliśmy cały obiekt na Jasnej Górze i udaliśmy się na pociąg. I w tej całej podróży to nie osiągnięcie głównego celu było najpiękniejsze, a ta droga do niego. Wszystkie przygody wesołe i smutne, odciski, pęcherze, rozwalone buty, aloesowy interes, kąpiele przy studni, rozbijanie namiotu, zupa codziennie inna, a tak naprawdę ta sama, słońce, deszcz, kurz, pył, każdy krok.

To, co zapamiętam na zawsze i na zawsze w moim sercu pozostanie, to to że nigdy już nie czułam takiej siły i wiary, jak wtedy. Kiedy mam słabsze dni, cięższe chwile, sięgam pamięcią do pielgrzymki do Częstochowy, aby gdzieś jeszcze zaczerpnąć tej wiary i nadziei.







1 komentarz:

  1. Byłam na pielgrzymce 2 razy.. Naprawdę jest wtedy niesamowicie w Czestochowie...

    OdpowiedzUsuń