wtorek, 16 sierpnia 2016

Tajski epizod z dreszczykiem - Marek Lenarcik

" - Bangkok to cały świat w pigułce. Kina, teatry, galerie... bogata oferta rozrywkowo - kulturalna...
- ... no tak, ale to samo masz przecież w Nowym Jorku, Londynie czy nawet w Warszawie.
- No tak, a więc musi być coś jeszcze. Coś, czego nie da się ująć w słowa. To trochę jak z kobietą. Cały świat uważa ją za przeciętną, a dla ciebie jest wyjątkowa. Ma w sobie to coś, czego nie potrafisz nazwać, ale nie możesz bez tego żyć.
- Ja nazywam to zapachem. Tym egzotycznym zapachem chaosu i Orientu. Zapachem, który wygnał mnie stąd trzy lata temu i przywlókł z powrotem. Połączeniem Wschodu i Zachodu, nowoczesności i tradycji.
- Może Bangkok po prostu ma duszę?".


Autor zapewnia, a właściwie ostrzega, że książka wciąga i tak jest. Pochłonęłam ją w kilka dni. Czytałam i albo się śmiałam, albo byłam wprost wkurzona. Utwór nie tyle pokazuje samą Tajlandię, co życie Europejczyka w tym egzotycznym kraju na co dzień, czyli praca, jedzenie, wyjazdy rodzinne na weekend (chyba najlepszy, najzabawniejszy rozdział pt. "Wakacje z duchami"), modlitwa, itp. Egzotyczna szara codzienność bohatera przez okres 18 miesięcy. To, co mnie najbardziej w książce denerwowało, to porównywania Tajek do Europejek. Tajek, które zawsze są piękne, zgrabne, chętne do usługiwania w każdy sposób (najczęściej seksualny) swoim mężczyzną, a Europejki to zgnuśniałe, grube, marudzące baby. Koniec końców i tak okazało się, że ta cudowna Tajka ostatecznie taka chętna to była, bo chciała zdobyć kasę, ale co ja tam wiem, jako ta zgnuśniała europejska maruda :-) I druga sprawa, to rzekłabym nawet zachwyt autora nad prostytucją. Sam pisze, że jak rodzina jest biedna, nie ma co do garnka włożyć, to taka dziewczyna zarabiając jako prostytutka pomaga rodzinie, podnosi jej status materialny i w pewien sposób okazuje rodzicom szacunek(!). Wypowiedź mniej więcej podobna do już sławnego szczawiu i mirabelek pana posła Niesiołowskiego.
Jednak "Tajski epizod z dreszczykiem" polecam. Zanim po nią sięgnęłam czytałam, że jest pełno seksualnych przygód autora, że się tym przechwala. Mi osobiście to nie przeszkadzało. Nie odbierałam tego jako przechwałki, po prostu życie młodego mężczyzny, który wyrwał się z zimnej, pozbawionej barw Irlandii do kuszącej, gorącej Tajlandii. Tajlandii, gdzie rozwiązaniem problemu jest udawanie, że go nie ma, gdzie króluje beztroska dnia dzisiejszego, a nie myślenie o przyszłości, gdzie policja jest "tańszą mafią", a rodziny akceptują czasami powiązania gorsze niż w "Modzie na sukces" tylko dla pieniędzy, które pożyczają na wieczne oddanie. Jest to kraj piękny i magiczny, a na potwierdzenie tego mam cytat z książki, jedne z mądrzejszych słów, jakie w życiu dane było mi przeczytać (rozmowa z Pierrem o mieszkaniu na rajskiej wyspie i braku akceptacji tego faktu ze strony jego rodziny):
"- Próbowała mnie namówić, żebym wrócił do normalności. Wiesz, żebym wrócił do Francji, wskoczył w garnitur i znalazł sobie "normalną pracę".
- Rozważałeś jej propozycję na poważnie?
- Ani przez chwilę. To mała wyspa. Wielu Europejczyków nie wytrzymałoby tutaj długo. Patrzą na mnie jak na dzikie zwierze uwięzione w klatce. I jak wierzę w istnienie tej klatki. Zastanawiam się tylko, czy oni wiedzą, po której stronie krat się znajdują.
Zrozumiałem, co miał na myśli. Niby żyjemy w wolnych, demokratycznych krajach. Niby możemy studiować, to co chcemy. Niby możemy wybrać karierę w interesującym nas zawodzie. A mimo to żyjemy w kulturze współczesnego niewolnictwa. Sprzedajemy swoją wolność za comiesięczne wynagrodzenie. Kupujemy domy i samochody na kredyt, który zniewala nas jeszcze bardziej. Raz podłączeni do systemu nie możemy się odłączyć."

Cytaty pochodzą z książki "Tajski epizod z dreszczykiem" Marek Lenarcik, Wydawnictwo Bezdroża 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz