czwartek, 3 listopada 2016

Dominikana czytaj raj

Był ślub, musi być i podróż poślubna. Wybór wydawał się prosty: musi być romantycznie, plaża, słońce, bajeczne widoki. Zdecydowaliśmy się na Dominikanę. Najlepszy wybór w życiu, jaki dokonałam, poza mężem oczywiście.



Dziesięć godzin lotu. W końcu koła samolotu dotykają lądu. Uff, nareszcie. Czekasz z niecierpliwością na otwarcie drzwi, bram do raju i... Ja chyba do piekła trafiłam! Gorąco to mało powiedziane. Duszno, wilgotno, dosłownie widać gołym okiem, jak wszystko wokół paruje. Szybko do autobusu, bo tam klimatyzacja. Dla Polaka, który wybrał się na Dominikanę z trzystopniowej Polski, zderzenie z taką aurą jest diabelnym przeżyciem.
Lotnisko urządzono w karaibskim stylu. Nie jest to szkło i stal jak większość europejskich lotnisk, a małe budynki pokryte strzechą, a w środku totalny karaibski luz. Gra trio muzykantów, kolejki sięgają kilometrów, bo kto by się tam spieszył. Pani w okienku ziewa co chwilę, przystawiając pieczątkę w paszporcie i to co u przeciętnego, zabieganego, europejskiego celnika trwa 5 sekund, na Dominikanie trwa co najmniej 5 minut. Ot, istna manana
Droga do hotelu też nie przypomina raju. Przy drogach ciężarówki i autobusy rodem z USA oraz pełno drzew, których nazw nie znam, krzaków i niestety śmieci. Pół godziny jadę busem przez czyściec, ciągle oczekując obiecanego raju.


Meldunek w hotelu idzie jak po maśle. Recepcjonistka podaje sok, za chwilkę rum mówiąc, że to witaminy. Tu wypełnij, tam podpisz, opaska na rękę i adios. Rzucam walizki, wskakuję w letnie ciuszki i szybko przebierając nóżkami zasuwam przez palmowy ogród, ulicą z pamiątkami w stronę plaży i... I zamieram. Jeśli tak wygląda niebo, to ja już mogę umrzeć.



Piasek jak mąka. Stąpasz po nim niczym po wacie. Jest niesamowicie delikatny. Wokół pełno palm kokosowych. Smukłe sięgają do nieba, tworzą naturalne parasole od palącego słońca. Woda ma cudowny turkusowy kolor. Hipnotyzuje. Stoisz, patrzysz i nie możesz zamknąć ust z wrażenia. Nadal jest parno, ale bryza znad oceanu daje wytchnienie. Chwilo trwaj! Mogłabym tak zostać zastygła, zaczarowana przez Karaiby na zawsze.








Czas na Dominikanie płynie leniwie. Nikt się nie spieszy. Podoba mi się podejście Dominikańczyków do życia. To biedny kraj, ale patrząc na nich, jak tańczą, jak się bawią, uśmiechają, ma się wrażenie, że są tysiąc razy szczęśliwsi niż cała Polska, ba, nawet Europa razem wzięta. Może to zasługa słońca? A może po prostu Bóg dał im taką radość w sercu i krwi. A w krwi to oni mają jeszcze niesamowite poczucie rytmu! Cały czas tańczą.  Barman robi drinka - tańczy, kelner podaje obiad - tańczy. Muzyka towarzyszy im od świtu do nocy, a nawet po śmierci. Koniecznie trzeba zobaczyć imprezy, gdzie Dominikańczycy  tańczą merengue. Uczta dla oczu! Ich ruchy w tańcu pobudzą każdy zmysł.

Dzika plaża. Niestety zaśmiecona przeokropnie. Nie dało się spokojnie przejść, żeby nie nadepnąć na jakiś "skarb zachodu", czyli puszki coca coli, pudełka, opakowania, porozrywane zabawki, szkło (!!!). Dzika plaża mnie zszokowała. Raj trochę popsuty. Zatkało mnie. Nawet nie porobiłam tych "śmieciowych" zdjęć. Chyba po prostu mnie za mocno to zszokowało.










Punta Cana to akumulator, który naładował mnie jak żadne inne miejsce do tej pory. Ta błogość to było to, czego tak bardzo potrzebowałam. Pierwszy raz chyba  w życiu wystarczył mi piasek, słońce, woda. Codziennie godzinami mogłam spacerować po plaży, wpatrując się to w palmy, to w ocean i naprawdę nie chciałam nic więcej. To było przeogromne poczucie szczęścia. Wiem, że za moim słodkim lenistwem kryje się ciężka praca mieszkańców, którzy w tym raju za coś żyć muszą i pewnie nie do końca widzą oni swoją ojczyznę jak ja, jako turystka ją widzę, ale mam wrażenie, że czasami lepiej być biednym i chłonąć życie, każdą jego sekundę tak prawdziwie jak oni niż zatapiać się w sztuczności bogactwa. Zresztą sami Dominikańczycy, przynajmniej ci, z którymi rozmawiałam, są zdania, że oni mają wszystko, co na świecie jest najpiękniejsze i co do szczęścia najpotrzebniejsze: słońce, turkusową wodę, palmy, zielone lasy, góry, rum i piękne kobiety.








Dominikana to pyszne owoce, soki świeżo wyciskane, owoce morza, kokosy prosto z drzewa. Dominikana to plaże, idealnie miękkie i białe, to palmy gładkie, wysokie niczym modelki, którymi włada słońce, czasami przez burzowe chmury porwane i ocean, morze, których barwy słowami nie opiszę. Dominikana to burza w pięć minut... i cisza. To taniec i śpiew. Dominikana jest jak gorąca krew, jak narkotyk. Nie do zatrzymania i uzależnia. Dominikana jest idealnym miejscem na podróż poślubną. Prawdziwie egzotyczne wakacje. Nigdzie tak palmy nie kłaniają się zakochanym do stóp jak tam. Pierwsza moja myśl na plaży, to że ktoś to wszystko namalował. Ten krajobraz był aż za ładny, za idealny. Zero skazy. Każda cząstka wręcz dopasowana. Bóg się napracował. Kolumb arcydzieło odsłonił. Spieszmy się to dzieło podziwiać.



































Jako że była to podróż poślubna, zdecydowaliśmy się na all inclusive. Stresu w ostatnich miesiącach miałam po uszy i naprawdę potrzebowałam odpoczynku. Hotel się sprawdził. Drinki na bazie rumu, owoców pod dostatkiem, wszystko pyszne. Do tego sporty wodne, masaże, muzyka na żywo. Na Dominikanie wszystko jest all in. Słońce opala zza chmur. Piasek nie parzy pomimo 30 st. C. Woda delikatnie chłodzi, ale różnica z powietrzem to jakieś 2 st. C. Na leżaku, na słońcu ciężko wyleżeć, najlepiej skryć się w cieniu palmowych liści, a opalać się podczas spacerów plażą, bo plaże ciągną się kilometrami i każdy ich skrawek zachwyca i chwyta za serce. Niektórzy twierdzą, że Dominikana jest przereklamowana. Jak tak piękne miejsce z tymi wspaniałymi ludźmi może być przereklamowane? Dominikana jest po prostu piękna. Jeśli chodzi o głośny temat alg, to fakt, ocean wyrzuca je na brzeg, a pracownicy hotelowi szybko sprzątają, ale dla mnie te algi nie niszczą krajobrazu, a mają swój urok. Są dopełnieniem piękna tego miejsca.





Walutą Dominikany jest peso dominikańskie, ale bez problemu można płacić dolarami. Warto się targować. Ceny schodzą nawet o 50%. Dominikańczycy są bardzo przyjaźni, mili i ufni. Wybraliśmy się na bardzo długi spacer i jak to my oczywiście zapomnieliśmy kapelusza na głowę. Słońce nie miało litości. Na plaży (dosłownie przy samym oceanie) były stragany. Pytamy o cenę kapelusza, 35$. Za drogo. Sprzedawca pyta, ile damy. Rzuciłam cenę 10$. Stwierdził, że 20$ najmniej, to odchodzimy, wtedy on mówi, że za 15$ sprzeda. W portfelu miałam tylko 8$, więc dał kapelusz i powiedział, że resztę mamy przynieść później. Hektar od hotelu nawet nie wiedział,  z którego byliśmy i dał nam i towar, i kredyt. Szok! Dominikańczycy mają wiarę w ludzi. Oczywiście donieśliśmy pieniądze i jeszcze posiedzieliśmy ze sprzedawcami, pogadaliśmy, wypiliśmy rum. Nie mam pojęcia, czy ten kapelusz był wart to 15$, ale gdy teraz na niego patrzę, widzę tylko uśmiech i radość, jaka wtedy nam towarzyszyła, a to jest bezcenne. Ogólnie Dominikańczycy z każdym się zaprzyjaźniają, porozmawiają, poleją po kieliszku Mama Juany (ich trunek narodowy, mieszanka ziół i rumu, afrodyzjak). Ich uśmiech jest największym skarbem. Dominikana to moje miejsce na ziemi. Wrócę tam nie tylko dla krajobrazu jak z bajki, jak z fototapety, ale dla tych ludzi, bo wiem, że to co robią, mówią, jak żyją jest szczersze niż najszlachetniejszy kruszec. *





W następnym poście przedstawię Wam Miguela, zabiorę guaguą, który aż unosił się w powietrze od rytmów merengue, do Higuey, gdzie największe wrażenie zrobiła na mnie nie bazylika, a targ. W kolejnych przedstawię Dominikanę z praktycznego punktu widzenia i zabiorę Was do malowniczego miasteczka Altos de Chavon.

PS Tekst pisany na miejscu, na plaży, pośród palm, więc dokładnie oddaje to, co czułam.







*współpraca z Itaką

Inne oblicze Dominikany KLIK
Alfabet Dominikany KLIK
Altos de Chavon KLIK



18 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia! :) Dominikana jeszcze przed nami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Bajecznie to opisałaś, i właśnie jakbyś tam była! Bo byłaś! :)))
    Zaniosłaś mnie również do raju, chociaż wirtualnie :)
    Jak długo byliście w tym pieknym Honey Moon? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa tygodnie, ale zostałabym tam dłużej i dłużej :)

      Usuń
  3. Oj piękne widoki kuszą ;) Dominikana mam nadzieję jeszcze przede mną. Różnica temperatur jest do przeżycia - miewam podobnie kiedy w zimnym dla Polski sezonie, ładuję akumulatory na kanaryjskiej Lanzarote.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardziej różnicy odczuć wilgotności się bałam, ale w sumie niepotrzebie :)

      Usuń
  4. Lecę 3 stycznia do hotelu Riu Naiboa, czytając, co napisałaś, już chciałabym tam być. Byłam na Bali i zakochałam się w tych miejscu, ale coś czuję, ze być może Dominikana stanie się moim nr jeden :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się spodoba. Ja jestem oczarowana, chociaż Dominikana to nie tylko palmy i rajskie plaże. Kolejny post będzie o Higuey, czyli obraz poza hotelowy. Poproszę jakieś fajne zdjęcia z Bali na jadwiga.jot@o2.pl Dla mojego prywatnego podziwiania :)

      Usuń
  5. Zdecydowanie czuć że post pisany z plaży:) i czytając to co piszesz przynosiłam sama się tam i wspominałam jak weszlam na plażę i wiedziałam że to jest raj. I ta duchota na lotnisku i zastanawiasz się co jest grane! Ach wspomnienia :) w jakim hotelu byliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety już tylko wspomnienia, ale za to jakie :)

      Usuń
  6. O raju! Tam jest jak w raju!!! Dominikana oczywiście znajduje się na liście "miejsc do odwiedzenia", także jeszcze wszystko przede mną. Póki co, odkąd jesteśmy właścicielami małego, czworonogiego przyjaciela, wybieram bliższe destynacje :) A tak swoją drogą, myślę, że wybór Dominikany na podróż poślubną był strzałem w 10! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czworonożny przyjaciel się zwie? :)

      Usuń
    2. Wabi się Sonia i jest najbardziej ruchliwym psem, jakiego kiedykolwiek miałam :)

      Usuń
  7. Podasz proszę namiary na Hotel ?;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwij się na mail jadwiga.jot@o2.pl

      Usuń
  8. Pięknie tam :) Nie wiem czy jest coś lepszego na świecie i większa przyjemność niż dalekie podróże :) Nigdy nie wybrałam się tak daleko, aczkolwiek jest to jedna z najciekawszych destynacji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dominikana - raj na ziemi :) też odkryłam ją podczas podróżny poślubnej, a w tym roku wracamy do raju z całą rodzinką :D

    OdpowiedzUsuń