sobota, 6 maja 2017

Yep, w Rio de Janeiro kradną... Historia czarnego plecaka

Przyznaję, że przed żadnym wyjazdem nie miałam tylu obaw, co właśnie przed Brazylią, przed Rio. Nasłuchałam się i naczytałam historii, jak to kradną, mogą z nożem zaatakować, jak turyści zginęli gdzieś w faweli. Ucząc się na błędach i wskazówkach innych zabezpieczyliśmy się na tysiąc metod: pieniądze rozlokowane w różne miejsca - pasek ze skrytką na banknoty, specjalna kieszonka w staniku :), trochę drobnych w portfel jakby co, zero biżuterii, obrączki zostały w Polsce, plecaki trzymane z przodu, oczy dookoła głowy. Chodziliśmy po zmroku - nic, chodziliśmy po fawelach, spacyfikowanych, ale jednak fawelach - nic, korzystaliśmy z metra - nic, poszliśmy na plażę Copacabana i... yep, w Rio kradną! Zanim opiszę Wam największe atrakcje Rio de Janeiro, pouczcie się teraz na naszym błędzie.


Chcieliśmy spędzić cały dzień na słynnej plaży Copacabana. Ja już dostawałam obsesję, że nas okradną, więc szczerze, nie wiem, czy tego trochę nie przyciągnęłam, ale leżeliśmy sobie spokojnie, opalaliśmy się, jak mąż szedł do wody, ja czekałam i odwrotnie, plecaki leżały między nami, nawet wkładałam rękę albo nogę między paski plecaków! Inni po prostu mieli torby porozrzucane i nic, totalny luz, a ja 100% zabezpieczenia. Przysiadł się kawałek od nas jakiś chłopak i zaczął zagadywać do męża. Gadał i gadał: "amigo, amigo". Mąż w końcu mówi do mnie: rozumiesz coś z tego, co on mówi? Głupi odruch, ale spojrzałam na owego "amigo" i po chwili słyszymy wołanie jednej z opalających się za nami Amerykanek (Australijek?), że ktoś nam zabrał czarny plecak, Mąż pędem pobiegł za gościem, a ten spokojnie, spacerkiem sobie szedł plażą z naszym plecakiem. Jegomość "amigo" zniknął równie szybko, jak się pojawił. Przypuszczamy, że działali razem. Czarny plecak jest bardzo duży, może myśleli, że były tam cenne rzeczy. Prawda jednak była taka, że ukradliby ubranie męża, więc biedak musiałby w gaciach do mieszkania wracać :D oraz książkę, suche bułki i wodę. Zastanawiał nas ich spokój, ale  drugiej strony maszerując spacerkiem, nie wzbudzał podejrzeń ani plażowiczów, ani policji przy deptaku. Udało nam się plecak odzyskać. Mąż go dogonił, ten rzucił plecak i poszedł dalej, a mąż w tych nerwach jeszcze chciał mu zabrać japonki, bo myślał, że ma jego, a on miał swoje, więc koniec końców obrabowałby jeszcze złodzieja z butów :D Historia skończyła się dobrze, ale Copacabana ma to do siebie, że czujność trzeba mnożyć razy tysiąc. Ipanema zresztą nie jest lepsza. Nawet Brazylijczycy, którzy wypożyczają na plaży leżaki, parasole, ostrzegali przed plażą numer 8, przed kradzieżami. Niesmak całej sytuacji pozostał. Trzeba im przyznać, że są sprytni i cisi, nawet moja obsesja pilnowania nie pomogła. Szkoda, bo miasto jest piękne, ale ma tę brzydką rysę.

4 komentarze:

  1. Przykro mi, że musieliście tego doświadczyć i dobrze, że mimo braku miliona w plecaku udało się go Wam odzyskać! My z koleżanką przez kilka wieczórow przesiadywałyśmy do zachodu słonka na Copacabanie i przechadzałyśmy się w po Lapa trzymając plecaki na brzuchu i dokumenty w nerkach pod bluzką i na szczęście nie poczułyśmy zagrożenia, ale różnie bywa :( Dobrze, że jesteście czujni i napisałaś o tym, porada dla przyszłych odwiedzających.

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście, że cała historia dobrze się skończyła!

    OdpowiedzUsuń
  3. To są właśnie historie, jakich się słyszy tysiące i ja się zastanawiam, czemu tam tak jest i czy tak musi być. Wiem, że bieda trochę tych ludzi zmusza, jednak mam wrażenie, że strach trochę jechać do Rio. Całe szczęście, że nie było w nim nic cennego i że skończyło się pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Rio dużo się mówi i słyszy, ale byłam ostatnio bardzo zdziwiona, jak koleżanka mieszkająca na Teneryfie opowiadała, ile tam się kradzieży zdarza. Sama wróciła do Anglii, bo okradli ją, okradli znajomych. Chyba nie ma reguły.

      Usuń