poniedziałek, 24 lipca 2017

Indonezja. Po drugiej stronie raju - Anna Jaklewicz

Panuje teraz moda na Azję. Każdy pędzi w kierunku Sri Lanki, Tajlandii, Indonezji, Singapuru. Ja jeszcze nie miałam okazji poznać tej części Azji i kiedy otrzymałam od wydawnictwa Bezdroża książkę Anny Jaklewicz "Indonezja. Po drugiej stronie raju", od razu wzięłam się za czytanie. Bardzo chciałam poznać oblicze tej drugiej strony raju, który tak ochoczo spogląda z katalogów, blogów, folderów. Chciałam poznać, co też kryję się za błękitem wody, zielenią palm, a kryje się dużo - od cyjanku po bomby i śmieci. Zapraszam do lektury.


Przede wszystkim nie jest to przewodnik. Nie znajdziesz gotowej mapki zwiedzania wszystkich must see. Znajdziesz natomiast cykl reportaży o życiu codziennym. Powieść składa się z opisu osób, zdarzeń, rytuałów, wierzeń, które autorka miała okazję poznać i doznać podczas swojej podróży po tym kraju. Oddając się lekturze, dogłębnie poznasz wymiar religijny Indonezji, życie ludzi, którzy w tym raju często żyją bliżej mroku. Osobiście byłam zszokowana historią połowu ryb czy historią bissu - piątej płci. W kraju wyznawców Allaha, szamani, szacunek do nich, ich poważanie, może wydawać się co najmniej dziwne. Z kolei rozdział Morscy Cyganie czytałam raz z niedowierzaniem, raz ze łzami w oczach. Najsmutniejsza dla mnie historia dziewczynki imieniem Esi. Niestety często tak bywa, że kiedy jedni sącząc drinka po palmami szepczą o raju, drugim ten sam raj gotuje piekło.
Pozycję literacką polecam każdemu, kto tak jak ja lubi podróże, lubi poznawać świat, nawet nie niekoniecznie piękny, ale też nie do końca miałby odwagę tak jak Ania Jaklewicz mieszkać i żyć jak mieszkańcy Indonezji, bo już w trakcie czytania byłam przekonana, że ja bym nie miała tyle odwagi. Nie jestem wygodnicka, ale strachliwa i przesadnie asekuracyjna już tak.
W każdej podróżniczej książce szukam słów, które zostają mi w głowie, które mnie zauroczą, dają do myślenia, są pewnym rodzajem filozoficznego przemyślenia. Tutaj zapadły mi w pamięć: "Prognoza pogody - codzienny rytuał. Szafy wypchane ubraniami na cztery sezony. A w Indonezji bez zmian. Więc nie trzeba donikąd się spieszyć, bo potem będzie za późno, za zimno, za ciemno. Czas donikąd nie biegnie, nigdzie nie ucieka, nie goni nikogo. Płynie miarowo i bardzo powolnie".
Autorka nie neguje rytuałów mieszkańców. Chętnie bierze w nich udział. Pisze o nich w sposób neutralny, nie ocenia, choć dla przeciętnego Europejczyka niektóre z nich naprawdę mogą szokować. Dla mnie takim rytuałem, o którym czytając, przecierałam oczy ze zdumienia, były pogrzeby Tana Toraja. Nie chcę wszystkiego zdradzać, ale uchylę rąbek tajemnicy i napiszę, że autorka miała spać z trumną dziadka w jednym pokoju, a duszą zmarłych trafić do raju pomagają... bawoły!

Cytat pochodzi z książki "Indonezja. Po drugiej stronie raju" Anna Jaklewicz, Bezdroża, 2017
*współpraca Bezdroża



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz